Kajtek ma dwa latka. Pochodzi z Warszawy. Matka chłopca urodziła go na działkach i porzuciła. Maleństwo mogło umrzeć z wychłodzenia. Dzieciątko trafiło do placówki opiekuńczo-leczniczej, a stamtąd zabrano go do Centrum Zdrowia Dziecka.

Gdy chłopczyk przyszedł na świat, miał zaledwie 700 gramów. Urodził się w szóstym miesiącu na ogródkach działkowych. Matka drugiego dnia porzuciła niemowlaka.

Zastępca kierownika kliniki pediatrii i żywienia Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, dr Anna Wieteska–Klimczak przyznaje:
“To jest dziecko bardzo dużego ryzyka, ale miało ogromną wolę życia. Kajetan przeszedł zakażenie uogólnione, miał niewydolność krążeniowo-oddechową i z tego wszystkiego wyszedł obronną ręką”.

Gdy chłopiec miał 4 miesiące, został wypisany z Centrum Zdrowia Dziecka i przeniesiony do zakładu opiekuńczo-leczniczego w okolicach Płońska.
Szybko powrócił jednak do Centrum Zdrowia Dziecka z powodu bezdechów.

Chłopczyk wykazywał opóźnienie w rozwoju.

“To było dziecko, które nie umiało chodzić. Miało utrudniony kontakt z otoczeniem. Robiło wrażenie jakby się bało. Nie wydawało z siebie dźwięku, nie płakało. Przykrywało głowę kocem” mówiła dr Anna Wieteska–Klimczak.

Kajtek to maleństwo, które potrzebuje miłości i czułości, kogoś kto go pokocha i się nim zaopiekuje.

W ciągu kilku miesięcy chłopczyk nauczył się chodzić i mówić.
Jedna z wolontariuszek, która zajmuje się chłopcem opowiada:
“Kajtek nie był przyzwyczajony do dotyku. Po kąpieli zawsze smarowałam go oliwką, głaskałam po główce. On to bardzo lubił. To był pierwszy moment, kiedy zaczął ze mną nawiązywać kontakt wzrokowy. Po kąpieli patrzył mi prosto w oczy, co wcześniej było czymś niemożliwym.”

Nastąpiła duża zmiana w kontaktach chłopczyka z otoczeniem. Stał się dużo bardziej śmielszy.
“W tej chwili biega po korytarzu, mówi coś w swoim języku. Bylibyśmy bardzo szczęśliwi, gdyby znalazł opiekę. Wolelibyśmy, żeby uniknął powrotu do zakładu opiekuńczo-leczniczego, mimo najlepszej opieki jaką tam sprawują w miarę swoich możliwości ” – dr Anna Wieteska–Klimczak.

To może Cię zainteresować:  4-letni chłopiec przed śmiercią zrobił plamę na dywanie. Po 12 latach matka odkryła prawdę.

Według pracowników Ośrodka Adopcyjnego w Ciechanowie uznali, Kajtek nie nadaje się do adopcji. Dlaczego?

Dyrektor Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Kraszewo-Czubaki, Katarzyna Stępińska, wyjaśnia:
“Dziecko trafiło do nas w lutym 2018 roku. Dopiero w październiku sąd wyznaczył opiekuna prawnego. Przed wyznaczeniem opiekuna nie ma możliwości, by zgłosić dziecko do adopcji. W tym czasie stan Kajtka był bardzo ciężki”.
“Kajtek jest ciężko chorym dzieckiem. Koncentrujemy się przede wszystkim na schorzeniach dziecka, ale opiekujemy się nim najlepiej jak można. Dzieci się przywiązują do naszych opiekunów (…). Może stres wywołany zmianą środowiska spowodował, że dziecko aż tak bardzo boi się otoczenia “- kontynuuje.

Według lekarzy Centrum Zdrowia Dziecka, chłopczyk jest gotowy do adopcji. Robi postępy, a jego zachowanie co kontaktu z innymi bardzo się zmienia.
“Daje to ogromną satysfakcję. To bardzo wzruszające. Kiedy rozpłakał się pierwszy raz, to płakałam razem z nim. Przełomowy był moment, kiedy Kajtek otworzył się na swoje uczucia i zaczął je okazywać. To było fantastyczne “- Blanka Mikołajczyk, wolontariuszka.

“To jest chłopiec z potencjałem rozwojowym, uwięziony w dotychczasowym schemacie, dotychczasowym życiu pozbawionym stymulacji, zupełnie zwyczajnej, adekwatnej do wieku. Chodzi o zwyczajne pokazywanie świata dziecku, zwyczajne spacery, huśtanie na huśtawce. To są dla niego ogromne skarby rozwojowe ” -Kinga Leszczyńska-Iwanicka.

“Nam się wydaje, że dziecko, które tyle przeszło i tak dzielnie sobie z tym wszystkim poradziło i tak wdzięcznie odpowiada na to, co możemy mu zaproponować, zasługuje na to, żeby mieć dom i mamę”- dr Anna Wieteska–Klimczak.

Miejmy nadzieję, że dwuletni Kajtek szybko znajdzie kochającą go rodzinę. Zasługuje na prawdziwy dom i mamę.