Rząd w poszukiwaniu pieniędzy co raz bardziej zaostrza niektóre przepisy. Szykuje się nowa nowelizacja, która ograniczy nam możliwośż skorzystania ze zwolnienia L4.

Z płatnego L4 będziemy mogli skorzystać dopiero po przepracowaniu wymaganego okresu. Pracownicy etatowi muszą przepracować 90 dni, zaś w przypadku samozatrudnienia nawet 180 dni.
Rząd zamierza także wprowadzić „okres wyczekiwania w odniesieniu do zasiłku opiekuńczego i macierzyńskiego”.
Jeśli zatrudniony zachoruje, nie otrzyma świadczeń.

Zajście w ciążę tuż po zatrudnieniu skazuje przyszłą matkę na biedę. Zostanie ona bez środków do życia. Może jedynie liczyć na wsparcie rodziny lub bliskich. Wg nowych przepisów nawet kobieta z zagrożoną ciążą powinna chodzić do pracy by dostawać wynagrodzenie.

Jeśli w przypadku 3 lub 6 miesięcy (zależy od zatrudnienia) przydarzy nam się wypadek albo zachorujemy, możemy zapomnieć o zwolnieniu L4. Koszty leczenia i utrzymanie się jest wtedy na twojej głowie.

Rząd swoją reformą ogranicza prawo do ochrony zdrowia obywatelom, którzy potrzebują wsparcia, co jest niezgodne z konstytucją:

„Art. 68. Prawo do ochrony zdrowia

  1. Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku”

Jeśli kobieta samozatrudniona nie przepracuje 12 miesięcy nim zajdzie w ciążę nie dostanie pełnego świadczenia.

„Kobiety najpierw składają zgłoszenie do ubezpieczeń, by potem pobrać zasiłki, a firmy wcale nie prowadzą. Do niedawna wystarczyło przez miesiąc płacić pełne składki ZUS, by potem dostawać zasiłek macierzyński w wysokości 6 tysięcy złotych miesięcznie”

To może Cię zainteresować:  Woźny w szkole miał dość rozwydrzonych nastolatek, które ciągle dokładały mu pracy. Przygotował na nie idealną zemstę