Informacje o koronawirusie w Polsce


Jak codziennie około godziny 10:30 ministerstwo zdrowia publikuje na twitterze komunikat o tym ile odnotowano nowych zakażeń oraz zgonów spowodowanych koronawirusem w Polsce.

Oto wpis ministerstwa:

Mamy 7 038 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: mazowieckiego (1339), pomorskiego (727), wielkopolskiego (673), śląskiego (662), kujawsko-pomorskiego (459), dolnośląskiego (420), małopolskiego (380), warmińsko-mazurskiego (364),lubuskiego (294), lubelskiego (290), podkarpackiego (278), łódzkiego (264), zachodniopomorskiego (230), podlaskiego (215), opolskiego (137), świętokrzyskiego (131). 175 zakażeń to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną.Z powodu COVID-19 zmarło 21 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarły 73 osoby. Liczba zakażonych koronawirusem: 1 638 767/42 171 (wszystkie pozytywne przypadki/w tym osoby zmarłe).W związku z korektami wprowadzanymi na bieżąco przez laboratoria w systemie EWP, globalna liczba zakażeń i zgonów od początku pandemii może nie być sumą kolejnych dziennych zakażeń lub zgonów.

Obowiązkowe zmiany dla milionów Polaków

Uwaga, czeka nas obowiązkowa wymiana liczników! Rząd obiecuje, że te nowe mają być dla nas korzystniejsze, bo zapłacimy za prąd tyle, ile naprawdę go zużywamy. Koniec z opłatami według prognoz zużycia. Do wymiany kwalifikuje się 17 milionów liczników. Kiedy wymienimy liczniki na nowe? Kto za to zapłaci? Już teraz wiadomo, że całą procedurę podzielono na cztery etapy. W dłuższej perspektywie mamy zaoszczędzić miliardy złotych.

Ustawodawca chce, by do końca 2028 roku 80 proc. polskich odbiorców energii elektrycznej miało już nowe liczniki. Procedurę wymiany podzielono na cztery etapy, pierwszy będzie dotyczył 15 proc. odbiorców i potrwa do końca 2023 roku. Droga do wymiany licznika jest więc dla zdecydowanej większości Polaków jeszcze długa. Koszty związane z wymianą liczników spadną na spółki dystrybucyjne i wyniosą 360 złotych na jeden licznik, w sumie rewolucja licznikowa będzie wiązała się z kosztem 7 miliardów złotych. W ciągu 15 lat 13 milionów odbiorców ma jednak dzięki niej zaoszczędzić 11,3 miliardy złotych.

– Inteligentne liczniki przyniosą istotne korzyści klientom. Jako część inteligentnego systemu opomiarowania energii pozwolą automatycznie pozyskiwać informacje na temat zużycia energii przez konkretne gospodarstwa domowe– tłumaczy cytowany przez Money.pl Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy Tauron Polska Energia – Ponadto klienci będą mogli przyjrzeć się swoim nawykom konsumenckim i wpływać w ten sposób zarówno na ilość zużytej energii, jak i na ponoszone finalnie opłaty – dodaje. Oznacza to tym samym koniec z prognozami zużycia, od teraz płacić będzie trzeba za realne użytkowanie energii.

Zamknięcie szkoły i przedszkola w polskim mieście

Koronawirus szaleje. Właśnie dlatego władze miasta Nidzica postanowiły zamknąć wszystkie szkoły i przedszkola w gminie. Burmistrz tłumaczy, że przyczyną jest “najwyższy wskaźnik zachorowań w Polsce”.

W związku z najwyższym wskaźnikiem zachorowań w Polsce oraz w trosce o bezpieczeństwo uczniów, nauczycieli i ich rodzin informuję, że wspólnie z Panią Dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Nidzicy oraz Dyrektorami gminnych placówek oświatowych podjęliśmy decyzję o tymczasowym zamknięciu wszystkich gminnych szkół i przedszkoli – napisał Jacek Kosmala.

Uczniowie ponownie przechodzą zatem na tryb zdalny. Lekcje w takiej formie będą odbywać przynajmniej przez tydzień – do 26 lutego 2021 roku.

W piątek w Nidzicy odnotowano 50 nowych przypadków zakażeń koronawirusem. W całym woj. warmińsko-mazurskim doszły natomiast 722 infekcje.

Średni współczynnik zakażeń na 10 tysięcy mieszkańców wynosi 5,15. To najwyższy wynik w skali całego kraju. Jeżeli chodzi o samą Nidzicę, to tam wskaźnik wynosi 15,27 na 10 tys. osób.

Kiedy dzieci wrócą do szkół?

Chcielibyśmy co najmniej utrzymania nauczania stacjonarnego w klasach 1-3 – powiedział w sobotę wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski o możliwości powrotu dzieci do szkół. Jak zaznaczył, decyzja o tym, czy kolejne roczniki wrócą na zajęcia stacjonarne, czy może nastąpi regres w luzowaniu obostrzeń, zapadnie za kilka dni.

Dzieci z klas IV-VIII wciąż uczą się zdalnie, do szkół wrócili jedynie uczniowie z niższych roczników. – My co najmniej chcielibyśmy, by utrzymany został ten stan, który funkcjonuje w tej chwili – powiedział w sobotę wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski.288973

Dariusza Piontkowskiego zapytano o notowany w ostatnich dniach wzrost liczby zachorowań na COVID-19. – Na razie to są tylko przypuszczenia, że być może trzecia fala rozpoczyna się także i w Polsce. Rzeczywiście widać od dwóch czy trzech dni wzrost zakażeń – stwierdził w Polskim Radiu 24.

Wiceminister edukacji wyjaśnił też, czy możliwy jest obecnie powrót do szkoły uczniów klas IV-VIII. – Mieliśmy nadzieję, że jeżeli dojdzie do wypłaszczenia zakażeń, a nawet zniżki, to wówczas będzie możliwy powrót kolejnych roczników. Co oczywiste, wydaje się, że najbardziej tego potrzebują klasy maturalne, ósmoklasiści, ale także klasy czwarte, w których uczą się dzieci, które skończyły taką całościową edukację prowadzoną głównie przez jednego nauczyciela” – mówił polityk.

Dodał, że ostateczna decyzja co do rozszerzania nauki stacjonarnej zostanie podjęta w przyszłym tygodniu. – Dopiero za kilka dni będzie decyzja na temat tego, czy w edukacji, ale także w innych dziedzinach życia, możliwe będzie dalsze luzowanie, czy wręcz przeciwnie – być może jakiś regres – tłumaczył Piontkowski.

Granice będą ponownie zamknięte?

Minister zdrowia, Adam Niedzielski, zapowiedział, że w przyszłym tygodniu zapadnie decyzja o zamknięciu granic na południu kraju. Przejadą osoby z negatywnym wynikiem testu na koronawirusa.

Adam Niedzielski na antenie Radia Zet był pytany, czy rząd rozważa zamknięcie granic na południu kraju. “Tak, zdecydowanie tak. Myślę, że w przyszłym tygodniu zakomunikujemy w tym zakresie informację” – odparł.

Przypomniał, że obecnie osoby podróżujące transportem publicznym są zobowiązane przedstawić wynik negatywny testu przy wjeździe. “W tej chwili trwają prace, aby takie rozwiązanie zastosować w ramach transportu prywatnego” – poinformował.

Wyjaśnił, że “granice będą otwarte dla osób, które będą mogły wykazać się negatywnym wynikiem testu”. Zastrzegł jednak, że taka decyzja zależy od dynamiki sytuacji pandemicznej.

Niedzielski został również zapytany o obecną sytuację epidemiczną w Polsce i możliwe przywrócenie restrykcji. Jak wyjaśnił, trzeba działać skutecznie, a nie tylko „wprowadzać na ślepo pewne obostrzenia”:

To nie jest tak, że czekamy, bo w gruncie rzeczy dzieją się też pewne rzeczy, które są od nas niezależne. Mówię tu o pojawianiu się mutacji brytyjskiej, czy mutacji południowoafrykańskiej. (…) Przy przywracaniu obostrzeń myślimy regionalnie. Decyzja jeszcze nie jest podjęta. Na pewno będziemy ją podejmowali na początku przyszłego tygodnia.

Pytany, o jakich obostrzeniach jest tu mowa, minister przyznał, że dopiero będzie to rozważane:

To jest decyzja, która musi uwzględniać różne perspektywy. To nie są tylko perspektywy zdrowia – to są perspektywy funkcjonowania gospodarczego, społecznego.

WYBUCH W SAMOLOCIE BOEING 777! NA POKŁADZIE 241 OSÓB!

Amerykańskie media pokazują w swych serwisach zdjęcia z dzielnicy willowej w miasteczku Broomfield w stanie Kolorado. W jednym z ogrodów widać spore fragmenty silnika Boeinga, które oderwały się i upadły na ziemię. Policja w Broomfield zapewniła, że nie dotarły do niej żadne informacje o rannych czy szkodach materialnych.

W momencie awarii na pokładzie samolotu znajdowało się 231 pasażerów i 10 członków załogi. Podróżujący, z którym rozmawiała telewizja CNN, twierdzą, że zaraz po starcie słyszalna była “potężna eksplozja”. Jeden z pasażerów powiedział zaś korespondentowi agencji Associated Press, że wybuch miał miejsce, gdy kapitan wygłaszał swój rutynowy komunikat, a zatem – już po osiągnięciu wysokości przelotowej. Materiały filmowe wskazują, że doszło do zapalenia się silnika.

Nastąpił wielki huk. Dźwięk, którego nie chcesz słyszeć w samolocie. Natychmiast zasłoniłem zasłonę. Byłem bardzo przerażony, widząc, że brakuje części silnika po mojej stronie – przekazał jeden z pasażerów.

Jednak nie tylko w samolocie sytuacja wyglądała dramatycznie. Części palącego się silnika zaczęły spadać na okoliczne domy i podwórka. Według władz nikomu nic się nie stało, a straty materialne nie są duże. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu.

Z komunika Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), jaki opublikowano w sobotę wieczorem, wynika, że uszkodzeniu uległ prawy silnik maszyny. Do awarii doszło o godz. 13:00 czasu miejscowego w sobotę (godz. 14 w Polsce).

Policja w Broomfield zaapelowała do mieszkańców, by w żadnym wypadku nie dotykali fragmentów Boeinga, zanim Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) i Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) nie zakończą dochodzenia.

PTASIA GRYPA ZACZYNA ZBIERAĆ ŻNIWA.

W Rosji odnotowano pierwsze przypadki przeniesienia na ludzi szczepu wirusa ptasiej grypy H5N8. O sprawie powiadomiona została już Światowa Organizacja Zdrowia. Nie jest to jednak pierwszy przypadek zakażenia człowieka wirusem ptasiej grypy. Na początku 2018 r. doszło do przeniesienia wirusa typu H7N4 w Chinach.

Wirusa ptasiej grypy typu H5N8 stwierdzono u siedmiu pracowników fermy drobiu na południu Rosji. W grudniu 2020 roku odnotowano tam ogniska choroby wśród drobiu.

O odkryciu poinformowała na antenie państwowej telewizji Rossija 24, Anna Popova z Federalnej Służby Nadzoru Praw Konsumentów i Opieki Społecznej.

– Wszyscy u których wykryto wirusa czują się dobrze, choroba przebiegała w bardzo lekkiej formie – powiedziała. 

– Odkrycie tych mutacji, gdy wirus nie uzyskał jeszcze zdolności przenoszenia się z człowieka na człowieka, daje nam wszystkim, całemu światu, czas na przygotowanie się na możliwe mutacje i reakcję w odpowiedni i terminowy sposób – zaznaczyła Popowa.

Pierwsze przypadki znanych nam odmian ptasiej grypy pochodzą z 1997 r. z Hongkongu, gdzie na fermie drobiu odnaleziono szczepy H5N1. Zakaziło się wówczas 16 osób, z czego połowa zmarła. Wirus dotarł do Europy w 2003 r., a do Polski trzy lata później.

Ogniska ptasiej grypy często zmuszają hodowców drobiu do zabijania ptaków, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa. Zdecydowana większość przypadków rozprzestrzenia się przez migrujące dzikie ptaki.

Ptasia grypa w Warszawie. Białołęcki ratusz potwierdził, że martwy łabędź, którego znaleziono w piątek na Kanale Żerańskim, był zakażony wirusem H5N8.

“Na Kanale Żerańskim, na wysokości ul. Bobrowej 14 znaleziono martwego łabędzia. Ptak zostały przebadany przez Powiatowego Lekarza Weterynarii. Badania wykazały obecność wirusa ptasiej grypy H5N8. Wirus ten nie jest zagrożeniem dla ludzi, ale jest niebezpieczny dla ptaków. Jedynym sposobem walki z tym wirusem jest jego szybka eliminacja ze środowiska poprzez usuwanie i utylizację padłych zwierząt.
Powiatowy Lekarz Weterynarii traktuje tę sytuację jako pojedynczy przypadek a nie jako ognisko choroby‼️
Powiatowy Inspektorat Weterynarii przypomina o obowiązku informowania o każdym przypadku martwego ptaka. Informacje należy przekazywać na tel. alarmowy 536 310 809.” – czytamy w opublikowanym na facebooku komunikacie.

Analiza całego genomu szczepu wirusa grypy H5N8 wykrytego w Polsce potwierdza jego wysoki stopień podobieństwa do szczepów wirusa HPAI H5N8 występujących aktualnie w Europie, co jednoznacznie wskazuje na ich wspólne pochodzenie – przekazał Główny Inspektorat Weterynarii.

WIELKA ZMIANA NA STANOWISKU RZĄDOWYM!

Wicepremier: Na moim biurku leży podpisana przez PMM dymisja pana @JKowalski_posel@KZiemiec.

– Jeszcze dzisiaj pan minister tę dymisję otrzyma. Misja pana ministra Kowalskiego w resorcie aktywów państwowych dobiega końca – powiedział Jacek Sasin w wywiadzie dla Krzysztofa Ziemca. – Nie jest dla nikogo tajemnicą, że jest duża różnica poglądów pomiędzy większością rządu a tym, co głosił pan minister Kowalski. Szczególnie w tym resorcie (…) dwugłos wychodzący z ministerstwa, bardzo poważny rozdźwięk pomiędzy wypowiedziami kierownictwa resortu, nie jest czymś dobrym – dodał wicepremier.

Janusz Kowalski ogłosił swoją dymisję na Twitterze krótko po godz. 11.

W sobotę zebrało się prezydium zarządu Solidarnej Polski; spotkanie ma związek z decyzją o dymisji polityka tego ugrupowania, wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego.

Sasin dodał, że będzie “osobiście dziękował” Kowalskiemu za 1,5 roku pracy w ministerstwie. Nie chciał jednak zdradzić powodów, dla których minister stracił stanowisko. Jak powiedział, umówił się z Kowalskim, że będą komentować dymisję dopiero po tym, jak ją formalnie otrzyma. 

– Myślę, że nie jest dla nikogo tajemnicą, że jest duża różnica poglądów między większością rządu, a tym, co głosił minister Kowalski. Szczególnie w resorcie aktywów państwowych, który nadzoruje energetykę, a tym samym uczestniczy silnie w transformacji energetycznej – powiedział Sasin. Dodał, że “dwugłos czy rozdźwięk” między osobami z kierownictwa ministerstwa “nie jest czymś dobrym”.  

ZMIANA NA STANOWISKU PREMIERA?

Według medialnych doniesień Mateusz Morawiecki pod koniec marca miał przestać pełnić funkcję premiera. Zmianę na stanowisku szefa rządu odwołał jednak prezes PiS Jarosław Kaczyński – podaje “Gazeta Wyborcza”.

Ustalenia ws. pozycji Mateusza Morawieckiego w obozie władzy wskazują, że urzędujący premier miał przestać być szefem polskiego rządu pod koniec marca. Ostatecznie do zmiany jednak w najbliższych tygodniach nie dojdzie. Powodem rozmyślenia się prezesa Prawa i Sprawiedliwości i wycofania swojej wcześniejszej decyzji miała być m.in. trwająca epidemia koronawirusa.

– Nie ma teraz mowy o zmianie premiera – oświadczył, jak podała we wtorek “Gazeta Wyborcza”, na naradzie na Nowogrodzkiej w zeszłym tygodniu Jarosław Kaczyński.

Przyczynę tarapatów Morawieckiego upatrywać można przede wszystkim w słabnących notowaniach PiS – słupki partii rządzącej w sondażach zaczęły znacząco spadać w chwili zaostrzenia przez Trybunał Konstytucyjny ustawy aborcyjnej. 

Jarosław Kaczyński od pewnego czasu nie ukrywa, że na stanowisku jego pupila zaszły zmiany. Prezes Prawa i Sprawiedliwości rozczarował się premierem Mateuszem Morawieckim, za to zachwycił się prezesem Orlenu Danielem Obajtkiem.

Spektakularna kariera Obajtka, który za czasów rządów PO i PSL pełnił stanowisko wójta gminy Pcim, rozkręciła się dzięki Prawu i Sprawiedliwości. W 2016 roku z Pcimia awansował na prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i rady nadzorczej spółki Lotos Biopaliwa, a dwa lata później został prezesem Orlenu.

Na ten temat wygadał się europoseł i bliski współpracownik Ziobry, Patryk Jaki. Jak zdradził w rozmowie z Wirtualną Polską:

“Decyzja co do premiera należy do największej partii w koalicji. Z tego, co wiem, Daniel mówił, że na razie taka propozycja nie padła. Piłka jest po stronie największego koalicjanta. Nie sądzę, aby w tej kwestii były jakieś przeszkody z naszej strony.”

“To jest przede wszystkim niezwykły człowiek, jeżeli chodzi o talent podejmowania dobrych i słusznych decyzji. Można powiedzieć, że w tym naszym zbiorze ludzi mających kwalifikację, by zrobić dla społeczeństwa coś dobrego, jest wyróżniającą się postacią. Człowiek niezwykły, skuteczny.” – mówił o Obajtku, Jarosław Kaczyński.

GWIAZDA ZNANA Z TVN – ALEKSANDRA ŻURAW POWAŻNIE CHORA.

Ola Żuraw brała udział w programie “Top Model”. 27-latka spełnia się jako mama 2-letniej Poli, Za pośrednictwem Instagrama opowiada też o bardzo trudnych doświadczeniach, z którymi musi się mierzyć. Była uczestniczka “Top Model” zdradziła swoim fanom nieco więcej informacji o rozstaniu ze swoim partnerem i tatą Poli. Powodem rozstania był jego problem z alkoholem.

 “Z ojcem Apolonii próbowałam dwóch terapii rodzinnych, przepraszam – trzech. Poszłam na leczenie za namową, że ja “mam problemy”. W ostatniej fazie również kilkukrotnie do psychiatry. Błagałam i prosiłam wielokrotnie o normalność. Zmiany nadeszły, jednak odrobinę za późno, bo już po rozstaniu. Opłaciłam i znosiłam wszystkie próby naprawy rodziny. Brałam na klatę znacznie więcej niż uzależnienie i uważam, że zrobiłam wszystko, a nawet o wiele więcej, by stworzyć Apolonii normalny dom” – wyznała Ola na Insta Stories. Dodała też, że może liczyć na byłego partnera w kwestii opieki nad córeczką.

“Ojciec Apolonii stał się godnym zaufania rodzicem, stającym na wysokości zadania. Dzięki pracy, jaką włożyłam, ma świetną relację ze swoją córką i to jest dla mnie wielki sukces w całej tej trudnej sytuacji” – wyznała.

Od wielu lat powtarzałam każdemu człowiekowi na swojej drodze, że nigdy nie będę tworzyć rodziny z kimś, kto ma problem z alkoholem. Za dużo w swoim życiu doznałam krzywd ze strony najbliższych mi osób, by w momencie samodzielnego decydowania o sobie ryzykować kolejne. Cieszę się, że moja okrutna decyzja i późniejsze trudne zachowanie zaowocowały tym, co jest obecnie. I w d*pie mam, co sobie ktoś pomyśli, bo ja wiem, że dla szczęścia mojego dziecka zrobiłam wszystko. A to szczęście ma widocznie wyglądać, jak to, którym żyjemy teraz – pisze świadoma mama Poli, następnie zwierzając się ze swoich problemów ze zdrowiem psychicznym.

–Konsekwencją ostatnich trzech lat są moje diagnozy. Choruję na depresję, regularnie przeżywam ataki paniki. Mam również PTSD (zespół stresu pourazowego), na stałe przyjmuje leki. I pewnie w zamkniętych głowach osób, które nie wiedzą, co się dzieje ze mną i jak hardcorowo złych rzeczy doświadczyłam w całym swoim życiu, funkcjonuje jako wariatka i jest mi z tym ok. – napisała Ola Żuraw.

-Ja wiem jednak, że z całym swoim bagażem zasługuje w swoim życiu na miłość, bezpieczeństwo i akceptację, i zawsze będę o to walczyć, bo osoby, które powinny mi to dać (powinność wynikająca z roli rodzica), niestety o tym zapomniały – zakończyła gwiazda.

PREMIER MORAWIECKI PRZEKAZAŁ ZŁE WIEŚCI.

Szef rządu, wizytując w czwartek punkt szczepień na terenie hali Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach, stwierdził na konferencji prasowej, że dziś “czerwona linia, od której się oddalaliśmy znowu się do nas przybliża”. Wskazywał, że sytuacja w Czechach i Słowacji jest naprawdę groźna, mamy też do czynienia z nowymi, jak wspomnieliśmy, groźniejszymi odmianami wirusa – mutacjami brytyjską i południowoafrykańską.

-Niestety, widzimy bardzo wyraźnie, że z krajów ościennych płyną niedobre wieści. To są wieści, które mocno skłaniają nas do tego, żeby ostrożnie podchodzić do wszelkich dalszych działań związanych z pandemią – przyznał premier. 

– Niezmiennie naszą podstawową nadzieją pozostaje szczepionka, której mamy za mało, bo Komisja Europejska niewłaściwie negocjowała z dostawcami z całego świata – stwierdził Morawiecki. 

– Wzywam KE, żeby właściwie wykorzystała swoją siłę gospodarczą, finansową i przymusiła te główne firmy farmaceutyczne do właściwej realizacji umowy na dostawy szczepionek, by wreszcie kraje UE dostały większą liczbę dawek – podkreślił

Dodał, że niewywiązywanie się firm z umów na dostawy szczepionek, to obecnie “główna pięta Achillesowa całego systemu szczepień w UE”. 

Oznacza to prawdopodobnie, że w najbliższych dniach nie możemy liczyć na “luzowanie” obostrzeń..

SĄD: POLITYCY PIS NIE ZŁAMALI PRAWA WCHODZĄC NA WAWEL POMIMO OBOSTRZEŃ!

Sąd wydał postanowienie, rozpatrując zażalenie Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych na odmowę śledztwa w sprawie obecności grupy polityków PiS na Wawelu w połowie kwietnia 2020 r.

Przedstawiciele OMZRiK mówili wówczas o możliwości złamania zakazu organizowania widowisk i innych zgromadzeń, a także spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego. Podkreślili, że politycy nie zachowywali między sobą dystansu i nie mieli masek. Prokuratura dwukrotnie odmówiła śledztwa, twierdząc, że zawiadomienie opiera się wyłącznie na doniesieniach medialnych, następnie, że politycy wykonywali swoje obowiązki zawodowe.

Sąd uznał, że przepisy wprowadzające obostrzenia były niezgodne z konstytucją.

“Rozporządzenia wprowadzone 30 marca i 10 kwietnia 2020 (jak i kilka kolejnych) niezależnie od oceny ich zasadności łamały zasadę wyrażoną w art. 31 ust. 3 Konstytucji i jako takie nie mogły i nie mogą stanowić podstawy przypisania odpowiedzialności karnej” – twierdzi sędzia Joanna Makarska.

“Owszem pojawiły się pomysły, by gromadzenie się ludzi np. w ramach Strajku Kobiet, jak również otwarcie wbrew zakazom restauracji, stoków narciarskich kwalifikować z art. 165 (…), lecz sądy nie działają w oparciu o wytyczne, orzekając wyłącznie na podstawie prawa” – pisze w uzasadnieniu sędzia Joanna Makarska

Co o tym myślicie?

Serial znika z TVP, wielki smutek wśród fanów

Katarzyna Ankudowicz zamieściła na Instagramie post, w którym poinformowała, że zakończyła się realizacja serialu “O mnie się nie martw”. Aktorzy związani z produkcją emitowaną na TVP zabrali głos.

TVP ściąga z anteny jedną z popularniejszych produkcji, jaką jest serial „O mnie się nie martw”. Wiadomość ta została potwierdzona przez aktorkę, Katarzynę Ankudowicz, która zamieściła wpis w mediach społecznościowych. Artysta skorzystała z okazji i podziękowała koleżankom oraz kolegom za sześć lat współpracy. Zdradziła też, że podczas castingu walczyła o główną rolę.

Ta decyzja TVP zaskoczyła zarówno widzów, jak i samych aktorów, którzy dowiedzieli się o zdjęciu z anteny serialu „O mnie się nie martw” z dnia na dzień. Doniesienia potwierdziła już aktorka, Katarzyna Ankudowicz, która za pośrednictwem Facebooka podziękowała koleżankom i kolegom z planu.

Jak przekonuje aktorka, która grała żonę Stefana Pawłowskiego, decyzja TVP zdejmuje serial nie tymczasowo, ale na stałe, co jeszcze bardziej może smucić fanów produkcji Telewizji Polskiej. Warto przypomnieć, że „O mnie się nie martw” pojawiało się dotychczas na antenie TVP2.

“Smutno, wiadomo. Tym bardziej że nie było szansy się na to przygotować, podziękować, wyściskać, popłakać. Cóż, ponoć ważne jak kończysz, a nie zaczynasz… A początki były malownicze! Zdjęcia próbne do głównej roli Igi, którą ostatecznie zagrała Joanna Kulig, może nawet już wtedy obsadzona. Dla mnie pani sekretarka Marta na pocieszenie. Pamiętam, jak się wtedy wściekałam… Pokochałam Igę od pierwszego przeczytania, podobnie jak później Asię w tej roli”

Katarzyna Ankudowicz we wpisie podziękowała całej ekipie za owocne 6 lat współpracy, a także widzom za śledzenie przygód bohaterów serialu.

“Zgromadziliśmy też przez te 6 lat sporą rodzinę przed telewizorami, dziękuję Wam kochani, za zawsze ciepły i uważny odbiór!”

Oglądaliście ten serial?

NAWET 25 LAT WIĘŹIENIA ZA ZBRODNIE ŚRODOWISKOWĄ!

Jeżeli skutkiem przestępstwa przeciwko środowisku, np. po porzuceniu odpadów niebezpiecznych, będzie śmierć człowieka, taki czyn może być uznany za „zbrodnię środowiskową”, za którą może grozić do 25 lat więzienia – mówi dyrektor w GIOŚ Krzysztof Gołębiewski.

Szef Departamentu Zwalczania Przestępczości Środowiskowej w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska Krzysztof Gołębiewski poinformował PAP, że resort klimatu i środowiska wraz z GIOŚ i Ministerstwem Sprawiedliwości pracują nad zaostrzeniem kar za przestępstwa przeciwko środowisku. Wyjaśnił, że chodzi o zmianę części przepisów rozdziału XXII Kodeksu karnego, w którym zostały skodyfikowane przestępstwa przeciwko środowisku penalizujące m.in. niezgodne z prawem składowanie, usuwanie, przetwarzanie, odzysk, unieszkodliwianie i transport odpadów, które może zagrażać życiu lub zdrowiu człowieka, lub spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza, powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym, lub zwierzęcym.

To może Cię zainteresować:  Której osobie pomożesz jako pierwszej? Twoja decyzja odzwierciedla Twój charakter

– W projekcie zmian Kodeksu karnego, nad którym pracujemy, chcemy przede wszystkim zaostrzyć kary za niektóre przestępstwa przeciwko środowisku. Chodzi o podwyższenie tzw. widełek określających zakres wysokości kary pozbawienia wolności możliwy do orzeczenia za popełnienie danego czyny zabronionego. Prowadzone są także analizy w zakresie możliwości wprowadzenia kary 25 lat pozbawienia wolności za popełnienie czynu typu kwalifikowanego, tj. czynu, którego następstwem jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób. Chcemy, aby takie działanie było uznawane za zbrodnię środowiskową – powiedział Gołębiewski.

– To jest też odpowiedź na oczekiwania społeczne bezkompromisowego działania przeciwko przestępcom środowiskowym. Ponadto proponowane zaostrzenie kar ma również pełnić rolę prewencyjną, tak aby skutecznie zniechęcać potencjalnych sprawców do ich popełniania – dodał Gołębiewski.

Dyrektor poinformował, że projekt ustawy w tej sprawie ma być gotowy w tym roku.

Obecnie Kodeks karny wskazuje, że sprawca popełniający tego rodzaju przestępstwo podlega karze pozbawienia wolności od dwóch do 12 lat.

WIELKA ZMIANA DLA MILIONÓW POLAKÓW! NOWE DOWODY OSOBISTE!

Unijne rozporządzenie nakłada na państwa członkowskie nowe obowiązki dotyczące niezbędnych zabezpieczeń w dokumentach tożsamości, w tym m.in. obowiązek wprowadzenia do dowodów osobistych drugiej cechy biometrycznej, czyli odcisków palców. Zaznaczono ponadto konieczność dostosowania wzoru dowodu osobistego do specyfikacji i minimalnych norm dotyczących bezpieczeństwa.

“Wśród unijnych państw występują znaczące różnice w poziomie zabezpieczeń krajowych dokumentów służących do korzystania z prawa do swobodnego przemieszczania się” – wskazało Centrum Informacyjne Rządu.
W projekcie przewidziano obowiązek wprowadzenia do dowodów osobistych drugiej cechy biometrycznej – odcisków palców. Ich pobieranie będzie się odbywać podczas składania wniosku o wydanie dowodu osobistego.

Chodzi o ograniczenie ryzyka fałszowania dokumentów oraz przestępstw przeciwko ich wiarygodności/

Jak wskazuje CIR, w warstwie elektronicznej dowodu osobistego wydanego osobie, która nie ukończyła 12. roku życia oraz osobie, od której pobranie odcisków palców jest fizycznie niemożliwe, nie będą zamieszczane odciski palców.

Regulacja określa również maksymalny okres przechowywania odcisków palców w Rejestrze Dowodów Osobistych – tj. do dnia odbioru dowodu osobistego, nie dłużej jednak niż do 90 dni od dnia wydania, tj. personalizacji dowodu osobistego.

Zgodnie z projektowanymi przepisami dzieciom do 12. roku życia wydawane będą dowody osobiste z pięcioletnim okresem ważności, zaś obywatelom po ukończeniu 12. roku życia wydawane będą dowody osobiste z dziesięcioletnim okresem ważności.

„W przypadku, gdy czasowo niemożliwe jest fizycznie pobranie odcisków palców osoby ubiegającej się o wydanie dowodu osobistego, np. z powodów medycznych – oparzenie lub inny wypadek, przewidziano dwunastomiesięczny okres ważności dokumentu” – poinformował CIR.

Nowe rozwiązania mają wejść w życie 2 sierpnia 2021 r., z wyjątkiem niektórych przepisów, które zaczną obowiązywać w innych terminach.

MATKA PORZUCIŁA TRÓJKE DZIECI W LESIE NA MROZIE

33-letnia Rosjanka porzuciła troje swoich dzieci w lesie. Rodzeństwo zostało uratowane przez przechodnia, który wyprowadzał psa. Dzieci przeżyły, choć musiały przetrwać na kilkustopniowym mrozie całkowicie nago. W mediach pojawiły się też informacje, że dwoje z nich to dzieci znanego biznesmena z branży jubilerskiej. 

Rosyjskie media podają, że do zdarzenia doszło w piątek 12 lutego. 33-letnia Natalia wyszła z mieszkania wynajmowanego przez kochanka, zabierając ze sobą dzieci: roczne, 3-letnie oraz 11-letnie.

Kobieta pojechała do lasu w okręgu Nowomoskiewiskim. Tam miała rozebrać dzieci i zostawić ich ubrania w śniegu. Rodzeństwo zauważył mężczyzna, który wyszedł na spacer z psem.

 Kobieta rozebrała maluchy do naga i pozostawiła na śniegu, gdzie po około 20 minutach znalazł je przypadkowy przechodzień.

Według portalu Wirtualna Polska matkę zatrzymano na miejscu zdarzenia. Rosjanka była roztrzęsiona i agresywna. Ponadto kobieta miała zeznać, że uciekła z domu, bo ktoś dosypał jej coś do jedzenia. 

33-latka trafiła pod obserwację psychiatryczną, a jej dzieci do szpitala. Ich życiu na szczęście nie zagraża niebezpieczeństwo. 

NIE ŻYJE KSIĄDZ ANDRZEJ DYMER! ZARZUCANO MU PEDOFIIE.

Nie żyje ks. Andrzej Dymer, do niedawna dyrektor Instytutu Medycznego w Szczecinie, a wcześniej m.in. założyciel tamtejszego Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego. Przeciwko niemu toczyły się postępowania cywilne i kanoniczne ws. wykorzystywania seksualnego nieletnich. Informację o śmierci ks. Dymera potwierdziła kuria szczecińsko-kamieńska.

„Po długiej chorobie zmarł ks. Andrzej Dymer, do niedawna dyrektor Instytutu Medycznego w Szczecinie, a wcześniej m.in. założyciel Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w tym mieście” – informuje katolicka agencja.

O molestowaniu nieletnich przez księdza Dymera szczecińscy biskupi mieli wiedzieć od 1995 roku. Śledztwo w tej sprawie wszczęto jednak dopiero po publikacji “Gazety Wyborczej”. W kwietniu 2008 roku duchowny został skazany przez sąd kościelny, jednak się odwołał, a ostateczny wyrok w jego sprawie nie zapadł do dnia dzisiejszego.

W 2008 roku kościelny trybunał skazał księdza Dymera za molestowanie seksualne wychowanków, ale ten złożył apelację. Treść wyroku kościelnego trybunału była poufna – nie znali jej nawet pokrzywdzeniu (ujawnił ją dopiero w listopadzie 2020 kwartalnik “Więź”). Wciąż nie ma ostatecznego wyroku instytucji kościelnych w tej sprawie. Żaden wyrok nie zapadł też przed sądami świeckimi, bo przestępstwa zdążyły się przedawnić. 

W poniedziałek w programie “Czarno na białym” w TVN24 o swoich kontaktach z ks. Dymerem opowiedział m.in. o. Tarsycjusz Krasucki, który w wieku 16 lat trafił do ogniska św. Brata Alberta. Z reportażu “Czarno na białym” wynika, że duchowny cieszył się szacunkiem hierarchów m.in. z powodu swoich talentów biznesowych – specjalizował się m.in. w przejmowaniu nieruchomości i gruntów.

“Uważam, że niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania, nie mają żadnego usprawiedliwienia” – napisał w poniedziałkowym oświadczeniu w reakcji na medialne doniesienia abp Wojciech Polak, Prymas Polski oraz delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Metropolita potwierdził, że w czerwcu 2019 r. spotkał się dwiema osobami skrzywdzonymi przez ks. Dymera, którym towarzyszył o. Marcin Mogielski OP i dwóch prawników. Polak zaznaczył, że wcześniej wiedział o sprawie “niewiele” i opierał się jedynie na przekazach medialnych.

WYBUCH EPIDEMI EBOLI W GWINEI!

Gwinea oficjalnie ogłosiła wybuch epidemii wirusa Ebola w tym kraju, po tym jak co najmniej trzy osoby zmarły po zakażeniu wirusem Ebola, a cztery inne zostały zakażone – informuje AP.

Wirus Ebola pojawił się obecnie w mieście N’Zerekore, w południowej Gwinei, gdzie zakażenia wykryto u osób uczestniczących w pogrzebie pielęgniarki w Gouake – poinformował minister zdrowia Gwinei, Remy Lamah.

“Rząd zapewnia obywateli, że wszystkie środki zostały podjęte, aby stłumić tę epidemię tak szybko, jak to możliwe” – głosi komunikat wydany przez Ministerstwo Zdrowia. Resort zdrowia wzywa mieszkańców kraju do stosowania się do zasad higieny i prewencji antywirusowej.

Jak pisze agencja AP, “tradycyjne pogrzeby, podczas których ludzie myją i dotykają ciała zmarłych, ułatwiają rozprzestrzenianie się wirusa ebola. Zwykle przenosi się on na ludzi od zakażonych zwierząt, takich jak nietoperze, a następnie rozprzestrzenia się między ludźmi poprzez bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi”.

Największa epidemia tego wirusa miała miejsce w Afryce Zachodniej w latach 2013–2016, kiedy to ponad 11 tys. 300 osób zmarło w Gwinei, Liberii i Sierra Leone.

Obecnie istnieją dwie eksperymentalne szczepionki na ebolę. Jedna z nich, stosowania w DRK w 2019 r., nosi nazwę mAb114 i została opracowana w Stanach Zjednoczonych. W tym celu wykorzystano przeciwciała uzyskane od osoby, która przeżyła epidemię z 1995 r. w mieście Kikwit na zachodzie kraju. Podczas testów na małpach terapia dała 100-procentową skuteczność.

WYPADEK RZĄDOWEGO SAMOCHODU!

Informację o wypadku potwierdziła Monika Nawrat z sekcji prasowej Komendy Stołecznej Policji. – Zgłoszenie otrzymaliśmy o godzinie 13:08. Na skrzyżowaniu ulic Wołoskiej z Madalińskiego zderzyły się trzy pojazdy – skoda, mercedes oraz volvo. Ranne zostały trzy osoby.

Straż pożarna informowała z kolei o poszkodowanych. – W zdarzeniu brał udział mercedes i skoda. W skodzie znajdował się nieprzytomny kierowca, który został ewakuowany z auta przez strażaków i przekazany pogotowiu ratunkowemu. Mercedesem podróżowały dwie osoby, które znajdują się pod opieką pogotowia, na obserwacji – podaje Michał Konopka ze stołecznej straży pożarnej.

Zderzenia auta SOP potwierdził również rzecznik formacji. – Nasi funkcjonariusze udzielali pomocy przedmedycznej pasażerom z drugiego auta. Karetka zabrała jedną z tych osób do szpitala. Na miejscu trwają czynności policyjne. Okoliczności wypadku będą wyjaśnienie – mówi rzecznik prasowy Komendanta SOP-u ppłk Bogusław Piórkowski.

Wołoska w kierunku Ursynowa była zablokowana. Na objazdy kierowane były autobusy linii 138 i 168.

Duża zmiana dla Polaków podróżujących do Litwy

Polacy, którzy planują podróż na Litwę, będą musieli przedstawić wypełnioną ankietę litewskiego Narodowego Centrum Zdrowia Publicznego oraz negatywny wynik testu na koronawirusa wykonanego najpóźniej 48 godzin przed przyjazdem.

Wszyscy przyjeżdżający zostali zobowiązani także do odbycia obowiązkowej, dziesięciodniowej samoizolacji. Zaostrzone kontrole obowiązują także we wszystkich portach lotniczych i w porcie morskim. Warunki muszą spełnić turyści z 200 krajów, w tym Polski.

Nowe rozporządzenie w sprawie obostrzeń będzie obowiązywało od środy 17 lutego. Kontrole na granicy polsko-litewskiej rozpoczną się o godzinie 7:00 naszego czasu. Decyzję ogłoszono podczas konferencji prasowej, która odbyła się w Wilnie.

Z informacji przekazanych przez Departament Statystyki wynika, że w ciągu ostatniej doby odnotowano na Litwie 203 nowe przypadki zakażenia koronawirusem. Na COVID-19 i związane z nim powikłania zmarło z kolei kolejne osiem osób.

źródło Pikio.pl

Andrzej Duda opowiedział miłosną historię z pierwszą damą

Andrzej Duda przyznał, jak zaczęła się jego przygoda miłosna z pierwszą damą. Para prezydencka o swojej miłości wspominała już nie raz. Z okazji walentynek warto ją przypomnieć. Nie od razu między nami zaiskrzyło – wyznała głowa państwa kilka lat temu dla Super Expressu.

– Poznałem Agatę w trzeciej klasie liceum na imprezie. Chodziliśmy do konkurujących ze sobą szkół. Nie od razu między nami zaiskrzyło. Nasz związek wykluwał się powoli. Jesienią 1990 roku zostaliśmy parą – opowiadał przezydent.

– Pojechaliśmy do Holandii, a później przez Niemcy, Austrię do Włoch. To była spontaniczna podróż, praktycznie bez pieniędzy. Codziennie jedliśmy chleb z nutellą. Od tamtej pory nie chce jej na oczy widzieć… – powiedział Andrzej Duda 

Para prezydencka wzięła ślub kościelny w okolicach walentynek, czyli święta zakochanych. Pobrali się 18 lutego 1994 roku, a więc już niedługo będą obchodzić kolejną rocznicę ślubu.

Prezydent udzielił kilku rad dla wszystkich młodych zakochanych

Powiedział, że trzeba się bardzo starać wobec drugiej osoby. Dodał, że należy o niej pamiętać i „wychodzić naprzeciwko z różnymi sprawami, starać się sprawić przyjemność przynajmniej od czasu do czasu”.

– A samemu trzeba być wyrozumiałym, mądrze wyrozumiałym, żeby, jak to się mówi, głupio się nie czepiać swojej ukochanej, swojego ukochanego – doradzał.

760 złotych do odzyskania, chodzi o opłaty za internet

Nawet 760 zł może odliczyć jedna osoba od dochodu z tytułu użytkowania internetu. To oznacza, że małżeństwo odliczy aż 1520 zł. Ulga na internet przysługuje tylko dwa razy i to w kolejno następujących po sobie latach.

Jest to o tyle zastanawiające, że możemy odzyskać sporo pieniędzy. Na jednego podatnika przypada maksymalnie 760 złotych, które może odliczyć z tytułu użytkowania internetu. Co ciekawe, w małżeństwach limit nie jest wspólny – każdy może liczyć na 760 zł. Oznacza to nawet ulgę 1520 zł dla małżeństw.

Trzeba też pamiętać, że ulga przysługuje wyłącznie w dwóch kolejno po sobie następujących latach podatkowych. Jeśli więc skorzystamy z niej w tym roku, należy zrobić to także w przyszłym. To ważna informacja dla osób, które odliczyły ulgę w PIT za 2019 rok. W tym roku również powinny z niej skorzystać, inaczej prawo do niej przepadnie.

Ulga internetowa odliczana jest od: dochodu – przez podatnika opodatkowanego według skali podatkowej (uzyskującego np. dochody z pracy, umowy zlecenia, działalności gospodarczej opodatkowanej na zasadach ogólnych) lub od przychodu – przez podatnika opodatkowanego zryczałtowanym podatkiem dochodowym od przychodów ewidencjonowanych (uzyskującego przychody z najmu prywatnego, z działalności gospodarczej bądź ze sprzedaży przetworzonych w sposób inny niż przemysłowy produktów roślinnych i zwierzęcych pochodzących z własnej uprawy, hodowli lub chowu opodatkowane ryczałtem).

Z ulgi internetowej mogą skorzystać osoby, które wydatki z tytułu użytkowania internetu nie zaliczyły do kosztów uzyskania przychodów.

KORONAWIRUS ZOSTANIE Z NAMI NA ZAWSZE?

Taką tezę stawia część naukowców, widząc, jak koronawirus mutuje. Ich zdaniem szczepionki będą zapobiegać zgonom i ciężkim przebiegom choroby, ale nie przed zakażeniem w ogóle.

“Teraz wydaje się bardziej prawdopodobne, że koronawirus zostanie”, a nie zniknie – przekazała agencji AFP Ammon.

“Wydaje się, że bardzo dobrze zaadaptował się on w środowisku ludzkim. Musimy więc przygotować się na to, że z nami zostanie. Nie byłby to pierwszy wirus, który pozostanie z nami na zawsze, więc nie jest to jego niezwykła cecha” – podkreśliła.

Jak informuje Business Insider Polska, naukowcy obserwują z niepokojem, że koronawirus staje się coraz trudniejszym przeciwnikiem: mutuje, a jego kolejne warianty są bardziej zaraźliwe, mogą być też odporne na obecnie dostępne szczepionki. Oczywiście przygotowanie nowych szczepionek, i to w krótkim czasie, jest obecnie możliwe – ale już na pewno nie jest możliwe zaszczepienie większości populacji za każdym razem, gdy pojawi się nowy wariant koronawirusa.

Naukowcy zawsze obawiali się, że pojawi się nowy koronawirus, który będzie bardziej zakaźny i śmiercionośny niż znane dotychczas cztery inne ludzkie koronawirusy. Te już znane nie wywoływały pandemii i nie prowadziły do zgonów, bo wywołują jedynie objawy przypominające zwykłe przeziębienie. No i pojawił się SARS-CoV-2, który był wszystkim tym, czego naukowcy się obawiali.

Pomimo tej niepewności, większość naukowców zaakceptowała niewygodną prawdę: koronawirus prawdopodobnie na zawsze pozostanie częścią naszego życia, choć faza pandemii w końcu kiedyś się zakończy. Naszą nadzieją jest to, że zamieni się on w łagodną, grypopodobną chorobę, a nie w śmiertelne, długoterminowe zagrożenie.

LAWINA W TATRACH!

Pod Kopą Kondracką w Tatrach lawina porwała troje polskich skialpinistów. Jeden z nich zdołał wydostać się spod śniegu i wezwać pomoc, dwie pozostałe osoby nie żyją.

Informację o tragedii potwierdziło Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Ponieważ lawina zniosła narciarzy na słowacką stronę Tatr, akcję w sobotę prowadził tamtejszy odpowiednik TOPR-u, Horská Záchranná Služba.

Porwani przez lawinę narciarze zostali zniesieni o blisko kilometr, do Doliny Cichej.

Z informacji uzyskanej od ratowników TOPR można przypuszczać, że lawina mogła zejść w sobotę około godz. 13., jednak z powodu słabego zasięgu sieci w tym miejscu informacja dotarła do centrali ratowniczej dopiero około godziny 20.

Jak czytamy w komunikacie Horskiej Zachrannej Służby (słowacki odpowiednik GOPR) na miejsce wypadku, na skuterach śnieżnych i dalej na nartach, udali się zawodowi ratownicy górscy i ochotnicy z Tatr Zachodnich i Wysokich wraz z psami szkolonymi do poszukiwań w lawinach.

Ratownicy za pomocą sond i detektorów lawinowych przeszukali lawinisko i natrafili na dwie zasypane osoby. Niestety skiaplinistów nie udało się uratować.

Ratownicy rozpoczęli poszukiwania trzeciego narciarza – tego, który powiadomił o lawinie. Dopiero nad ranem dowiedzieli się od polskich kolegów, że narciarz żyje i sam dotarł przez grań do schroniska na Hali Kondratowej.

Mężczyzna, przy pomocy detektora lawinowego, próbował sam odnaleźć pod śniegiem kolegów, ale bezskutecznie. Ponieważ nie mógł połączyć się powtórnie z ratownikami, postanowił przejść na polską stronę i tam szukać pomocy. Do schroniska na Hali Kondratowej dotarł około 2 w nocy. Nie odniósł żadnych poważnych obrażeń, był tylko wychłodzony.

ADRIANNA BIEDRZYŃSKA W PRZESZŁOŚCI ZOSTAŁA PORWANA!

Na początku października 2006 r. z Adrianną Biedrzyńską skontaktowała się Monika G. i poinformowała, że 22-23 października w Złotym Potoku organizowany jest konkurs recytatorski. Zaprosiła aktorkę do jury, zaoferowała 1000 zł wynagrodzenia. Biedrzyńska zgodziła się. W lipcu była jedną z gwiazd Jurajskiego Lata Filmowego, które odbywało się w Złotym Potoku. Znała też hotel Kmicic, w którym zarezerwowano pokój dla niej i jej córki Michaliny.

W sobotę, 21 października Biedrzyńska z córką zameldowały się w hotelu. Przywitano ją bukietem róż. Następnego dnia koło południa Monika G. poprosiła aktorkę, żeby pojechała z nią do głównego organizatora, by podpisać umowę o honorarium. Biedrzyńska została zawieziona do jednego z domków letniskowych w Złotym Potoku.

Położony na górce, na samym końcu ul. Sikorskiego domek miał dwa pokoje, w tym jeden z kominkiem i wielką zadaszoną werandę. Czekał w nim Andrzej G. Gdy aktorka weszła do domku, mężczyzna… wyjął i schował klamki. Potem zaprosił Biedrzyńską do suto zastawionego stołu, wyznał, że jest wielbicielem jej talentu, ujawnił, że obchodzi 50. urodziny, a ona jest jego “prezentem”. Mówił, że w życiu kocha tylko dwie kobiety. Matkę boską i Adriannę.

Przez 7 godzin opowiadał jej swój życiorys. Około 22 przerażona aktorka poprosiła, by ją uwolnił, bo w hotelu całkiem samo zostało jej dziecko. 

W poniedziałek rano Biedrzyńska zjawiła się w komisariacie w Koniecpolu i złożyła zawiadomienie o przestępstwie. Policja zatrzymała Andrzeja G. w domku, w którym “gościł” aktorkę.

“Uwolnijcie syna od zarzutów. On jest psychiczny. Leczony był. Darujcie mu, bo się załamie. Przecież nic złego nie zrobił, nikogo nie zabił” – zaapelowała Irena G., matka zatrzymanego mężczyzny.

Adrianna Biedrzyńska zgłosiła sprawę na komisariat w Koniecpolu. Szybko przyprowadzono tam również Andrzeja G., który zapierał się, że… to Biedrzyńska chciała spotkania i do wszystkiego doszło z jej inicjatywy.

WJECHAŁ SAMOCHODEM NA ZAMARZNIĘTE JEZIORO, LÓD NIE WYTRZYMAŁ.

Do zdarzenia doszło w piątek 12 lutego około godziny 9 rano. 56-letni mieszkaniec Gdyni postanowił wjechać land roverem na zamarzniętą taflę Jeziora Choczewskiego, znajdującego się na północny-zachód od Wejherowa. Ciężar terenówki okazał się zbyt wielki dla obecnej na jeziorze warstwy lodu i po przejechaniu przez mężczyznę około 20 metrów ta po prostu się załamała.

Niefrasobliwy kierowca słono zapłacił za swój błąd, ale i tak może mówić o dużym szczęściu. Udało mu się opuścić samochód i o własnych siła wyjść na brzeg. Terenówka osiadła na dnie, zanurzając się aż po dach. Gdyby mieszkańcowi Gdyni nie udało się oswobodzić, byłaby to jego ostatnia przejażdżka. Policja w Gniewinie, która otrzymała zgłoszenie o zdarzeniu, prawdopodobnie nie zdążyłaby na czas.

Lasy państwowe napisały:

“Ktoś wjechał samochodem na zamarznięte jezioro w #NadleśnictwoChoczewo, niestety lód nie wytrzymał i auto poszło na dno

Szczęśliwie wszyscy są cali ,ale apelujemy o rozwagę! Lód pod grubym śniegiem wcale nie jest tak mocny jak się wydaje,a takie pomysły są szalenie niebezpieczne!”

Również mundurowi apelują o ostrożność. Choć w ostatnich dniach doskwiera nam mróz, warstwa zamarzniętej wody nie wszędzie jest tak gruba, jak można byłoby sądzić. Jak instruuje policja, w razie zauważenia, że pod kimś załamał się lód, należy w pierwszej kolejności wezwać pomoc. Jeśli zaś w zasięgu mamy długą gałąź, szalik czy linę, możemy podjąć próbę podczołgania się do ofiary i podać ofierze drugi koniec, by łatwiej wydostała się z opresji.

WYBUCH W CENTRUM HANDLOWYM!

Wybuch gazu w centrum handlowym we Władykaukazie, w rosyjskiej Osetii Północnej. Eksplozja zniszczyła całkowicie budynek centrum handlowego; doszło prawdopodobnie do wybuchu gazu. Eksplozja nastąpiła rano w piątek, gdy w sklepach nie było ludzi. Spod gruzów uratowano pracownika ochrony.
Eksplozja zniszczyła całkowicie trzykondygnacyjny budynek, który – jak podały służby ratownicze – złożył się jak domek z kart. Na parterze znajdował się duży supermarket spożywczo-przemysłowy, na wyższych piętrach były biura i gabinet stomatologiczny.

Wybuch nastąpił rano, gdy sklepy były jeszcze zamknięte. Uratowany pracownik ochrony powiedział, że był sam w budynku. Wcześniej ratownicy nie wykluczali, że wewnątrz mógł być też ktoś ze sprzedawców.

Na miejscu nadal pracują służby ratownicze.

Będą badania przesiewowe noworodków pod kątem SMA. Świetna wiadomość

Polsat News podał bardzo ważną informację. Prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji pozytywnie rozpatrzył włączenie badań wykrywających rdzeniowy zanik mięśni do narodowego programu badań przesiewowych u noworodków. Warto podkreślić, że jeszcze w grudniu decyzja ta była negatywna.

O dołączenie SMA do badań przesiewowych walczyło wiele firm i przedsiębiorstw, w tym fundacja Polsat. Nową opinię prezesa AOTMiT datuje się na 8. lutego.

Rada Przejrzystości Agencji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji dała zielone światło na wprowadzenie badań przesiewowych noworodków pod kątem występowania rdzeniowego zaniku mięśni.

– Przedmiotem opinii Rady był projekt zmian w zapisach programu polityki zdrowotnej dotyczącego badań przesiewowych noworodków. Projekt jest zmienioną wersją poprzednio ocenianego projektu (ocenionego negatywnie) Zmiany w proponowanej wersji projektu odnoszą się do rozszerzenia panelu badań przesiewowych noworodków o badania w kierunku rdzeniowego zaniku mięśni (SMA)- czytamy w opinii Prezesa AOTMiT.

– Z ogromną radością przyjęliśmy wczorajszą pozytywną opinię AOTMiT – podkreśla Dorota Raczek z Fundacji SMA. – Ta decyzja to szansa na uratowanie ok. 50 dzieci rocznie przed ciężką niepełnosprawnością, a ich rodziny przed jej skutkami. Fundacja SMA już od kilku lat pracowała nad wprowadzeniem badań przesiewowych pod kątem SMA w naszym kraju. Nasze działania nabrały tempa po ogłoszeniu refundacji w 2019 roku, był to przełomowy moment dla całego środowiska SMA w Polsce.W roku 2020 wprowadzenie badań przesiewowych było naszym głównym celem i mimo pierwszej negatywnej opinii i rekomendacji nie ustawaliśmy w działaniach.

WYBUCH NA STACJI PALIW W SOSNOWCU!

Jak poinformowała rzeczniczka śląskiej straży pożarnej mł. bryg. Aneta Gołębiowska, do wybuchu w jednym z pomieszczeń stacji paliw przy ul. Braci Mieroszewskich w Sosnowcu doszło krótko przed północą. W akcji uczestniczyło 15 zastępów strażackich.

“W wyniku wybuchu zawaliły się dwie ściany budynku stacji. Dwóch pracowników odniosło obrażenia – z poparzeniami zostali zabrani do szpitala. Działania strażaków polegały na ugaszeniu pożaru i przeszukaniu budynku stacji” – powiedziała rzeczniczka.

Do akcji przystąpiły psy ratownicze Piorun z przewodnikiem Tomaszem Duda (Border Coli) i Gary (labrador retriever) z przewodnikiem Jerzy Herma (Sekcja Poszukiwawcza z Psami Ratowniczymi OSP Wieprz). Okazało się, że na terenie stacji nie było klientów. Działania zakończono nad ranem.

Przyczyny wybuchu nie są na razie znane. Okoliczności wypadku ma wyjaśnić policyjne śledztwo. Prawdopodobnie potrzebna będzie także opinia biegłego z zakresu pożarnictwa. Zniszczony budynek stacji jest zabezpieczany