Jest w zasadzie pewne, że rząd nie zdejmie obecnego lockdownu, który będzie obowiązywał co najmniej do weekendu majowego. Rząd jest przerażony nieoficjalnymi statystykami i analizami, które wyraźnie wskazują na nadciągającą kolejną falę zachorowań i zgonów, a co za tym idzie na bardzo realną groźbę zapaści służby zdrowia. Stąd zmiana kryteriów przed decyzją o ewentualnym luzowaniu obostrzeń epidemicznych, które raczej szybko nie nastąpią.

  • Źródła Onetu potwierdzają, że zdecydowana większość dotychczasowych obostrzeń zostanie utrzymana na co najmniej kolejne dwa tygodnie
  • Nielicznymi wyjątkami mogą być – jak informuje szef MEiN – przedszkola i żłobki, które mogą zostać otwarte już od najbliższego poniedziałku; w kolejnym tygodniu do szkół wróciłyby klasy I–III – zakłada ambitny plan ministra Przemysława Czarnka
  • Rząd zmienił podejście do kryteriów, którymi dotychczas kierował się przy podejmowaniu decyzji o luzowaniu obostrzeń. Dzisiaj ważniejsza jest liczba zajętych łóżek szpitalnych niż najnowsze dane dotyczące liczby zachorowań oraz zgonów
  • Źródła Onetu twierdzą, że podawane przez resort zdrowia codzienne statystki zachorowań są mocno niedoszacowane, a te realne są co najmniej kilkukrotnie wyższe i wskazują na bardzo dynamiczny wzrost oraz na nadciągającą kolejną falę

Już jutro mamy dowiedzieć się, jak będzie wyglądał najbliższy tydzień lub tygodnie w kontekście restrykcji związanych z koronawirusem. Poinformował o tym dzisiaj w rozmowie z „Rzeczpospolitą” sam minister zdrowia Adam Niedzielski, który jutro o godz. 10. ma przekazać swoje rekomendacje podczas posiedzenia Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Po nim ma odbyć się konferencja prasowa, na której dowiemy się, jakie będą obowiązywały obostrzenia związane z pandemią po 18 kwietnia.

Lecz już z dzisiejszych słów szefa resortu zdrowia można wywnioskować, że rząd nie zamierza w najbliższym czasie zdejmować lockdownu i większości nałożonych przed Wielkanocą restrykcji. Niedzielski bowiem zapowiedział, że czeka nas ”bardzo dynamiczny wzrost zakażeń”, choć jak podało we wtorek Ministerstwo Zdrowia, najnowsze dane mówią o 15-procentowym spadku liczby zakażeń w ciągu ostatniego tygodnia.

Skąd zatem na rozbieżność między słowami ministra zdrowia i najnowszymi danymi? –Wczoraj zostało wykonanych 80 tys. badań, a tydzień temu było ich 45 tys. Sama ta ogromna różnica pokazuje, że będziemy mieli do czynienia z nieporównywalnym dniem do tego sprzed tygodnia – tłumaczył Niedzielski.

I choć rzeczywiście liczba zachorowań i zgonów w porównaniu tydzień do tygodnia spadła, to minister zdrowia nie ukrywa, że rząd patrzy teraz na inne kryteria przed decyzją o ewentualnym luzowaniu obostrzeń epidemicznych. – Patrzymy na liczbę zajętych łóżek, to jest dominujący element i on będzie decydował – przekazał Niedzielski. Według szefa MZ, rząd decydując o obostrzeniach, nie może „przerzucać się z jednego krańca na drugi kraniec skali”.

Słowa te potwierdzają tylko, że rząd w ostatnim czasie dość radykalnie zmienił podejście do kryteriów, którymi dotychczas kierował się przy podejmowaniu decyzji o luzowaniu obostrzeń. Dzisiaj ważniejsza jest liczba zajętych łóżek szpitalnych niż najnowsze dane dotyczące liczby zachorowań oraz zgonów. A ta pokazuje, że liczba osób hospitalizowanych i wymagających respiratora utrzymuje się wciąż na bardzo wysokim poziomie.

Z najnowszych danych wynika, że zajętych jest 45 tys. 726 łóżek COVID-19. W ciągu doby to wzrost o 629. Tydzień wcześniej, 6 kwietnia, resort informował, że w szpitalach przebywa 33 tys. 544 pacjentów. Dwa tygodnie temu – 30 marca – dane ministerstwa mówiły, że hospitalizowanych było 31 tys. chorych.

Ponadto – jak twierdzą źródła Onetu – rząd jest przerażony nieoficjalnymi statystykami i analizami, które wyraźnie wskazują na nadciągającą kolejną falę zachorowań i zgonów, a co za tym idzie – na bardzo realną groźbę zapaści służby zdrowia.

To może Cię zainteresować:  Te byki są hodowane, aby móc sprzedać więcej mięsa. Zobacz co dzieję się, gdy próbują się poruszać.

Skala realnych zakażeń znacznie większa

Nasi rozmówcy z Rady Medycznej przy premierze wskazują, że podawane przez resort zdrowia codzienne statystki zachorowań są mocno niedoszacowane, a te realne są co najmniej kilkukrotnie wyższe i wskazują na bardzo dynamiczny wzrost oraz na nadciągającą kolejną falę.

Gdy pytamy, dlaczego resort zdrowia miałby podawać zaniżone dane, w odpowiedzi słyszymy, że dzieje się tak w zasadzie od dłuższego czasu. – Zdecydowanie lepiej w statystykach i oficjalnych komunikatach wygląda 30 tys. nowych dziennych zakażeń niż 100 czy 120 tys. A taka, można powiedzieć, jest realna skala – mówi Onetowi anonimowo jeden z ekspertów Rady Medycznej doradzającej rządowi.

Inny ekspert z Rady Medycznej dodaje, że o tym zaniżaniu statystyk wie wiele osób w rządzie i to od dawna, a kolejna fala zachorowań, która nadciąga, jest tylko kwestią czasu. – Pozytywnym sygnałem w tym wszystkim jest jednak to, że rząd zaczął bardziej słuchać głosów ekspertów, którzy w zasadzie jednomyślnie doradzają utrzymanie obostrzeń – mówi nasz rozmówca.

Źródła Onetu w rządzie nie zaprzeczają, że dzisiaj sytuacja w wielu polskich szpitalach jest bardzo trudna, a w niektórych miejscach staje się wręcz krytyczna. Nikt nie chce dobijać służby zdrowia zbyt pochopnymi decyzjami o znoszeniu restrykcji. Tym bardziej że spodziewane nadejście kolejnej fali zachorowań z pewnością jeszcze bardziej przyciśnie szpitale, które już teraz są na granicy wytrzymałości. Mówiąc wprost: jeśli liczba dziennych zakażeń przekroczy teraz 40 tys. wówczas groźba zapaści służby zdrowia stanie się bardzo realna – słyszymy od naszych rozmówców.

Zatem co z tegoroczną „majówką”?

Jest w zasadzie pewne, że rząd w środę nie zdejmie obecnego lockdownu, który będzie obowiązywał co najmniej kolejne dwa tygodnia wraz z weekendem majowym. Nasi rozmówcy w rządzie potwierdzają, że zdecydowana większość dotychczasowych obostrzeń zostanie utrzymana. A zatem wszyscy ci, którzy liczyli na otwarcie na weekend majowy hoteli czy restauracji będą mocno zawiedzeni. Podobnie jak osoby świadczące różnorakie usługi, które przed Wielkanocą zamknął rząd. Te branże także prawdopodobnie poczekają, aż weekend majowy minie.

Nielicznymi wyjątkami mogą być – jak informuje szef MEiN Przemysław Czarnek – przedszkola i żłobki, które mogą zostać otwarte już od najbliższego poniedziałku. – Jeśli tendencja spadkowa się utrwali, od poniedziałku dzieci wrócą do przedszkoli. Potem wracać do nauki stacjonarnej mają kolejne roczniki uczniów – mówił minister Przemysław Czarnek na antenie RMF FM.

Ministerstwo Edukacji i Nauki ma także alternatywny scenariusz, w którym wszyscy uczniowie szkół wracają do nauki w trybie hybrydowym, tak, by w placówce naraz przebywało nie więcej niż 50 proc. uczniów. – Szkoły są na to przygotowane – zapewniał Czarnek. Wszystko – jak dodał – zależy jednak od danych dotyczących liczby zakażeń koronawirusem w następnych dniach.

Te ambitne plany ministra nauki mogą zostać jednak szybko pokrzyżowane. Z naszych informacji wynika, że Rada Medyczna bardzo ostrożnie podchodzi do otwarcia już teraz szkół nawet dla najmłodszych dzieci z klas 1–3. Ostateczną decyzję podejmie i tak premier Mateusz Morawiecki, który dobrze wie, że jeśli się za bardzo pośpieszy z którąś z decyzji o znoszeniu obostrzeń, wówczas cena za ten błąd może być ogromna, nie tylko ta polityczna, ale ta, którą możemy zapłacić wszyscy jako społeczeństwo.