Ewa Krawczyk 10 kwietnia musiała pożegnać swojego ukochanego męża Krzysztofa Krawczyka. Od pogrzebu minęło już prawie 2 tygodnie, a ból nie mija. Utrata bliskiej osoby i tęsknota za nią rozdziera serce.

Mimo, że pogrzeb był niecałe 2 tygodnie temu, to na grobie Krzysztofa Krawczyka nie brakuje kwiatów i palących się zniczy. Pogrążona w żałobie żona każdego dnia płacze przy grobie męża, nie dowierzając jeszcze, że już go nie ma.

„Nie radzę sobie. Jest mi bardzo ciężko. Jeszcze jakoś to do mnie nie dociera. Ja tu jestem kilka razy dziennie. Chodzę do kościoła, modlę się za Krzysia. Jest mi strasznie miło, że tyle ludzi tu przyjeżdża, zapala znicze” – mówiła w rozmowie z WP.

Ewa wciąż nie potrafi znaleźć sobie miejsca i opanować łez po utracie męża.

„Ja bym chciała, żeby Krzysiu był. Rozmawiam z Krzysztofem, proszę go o pomoc, o spokój. Proszę go, żebym mogła spać, bo się boję. Śpię na jego połowie łóżka. W domu wszystko jest, nic nie ruszyłam. Mam wrażenie, że on za chwilę wróci.”

Ewa Krawczyk wyznaje, ze jeszcze nie jest gotowa na spotkania z ludźmi. stara się nikogo nie zapraszać do domu. Z mężem spędziła blisko 40 lat, a dwutygodniowa hospitalizacja męża była dla niej trudnym doświadczeniem. Mimo, że piosenkarz przyjął szczepionkę, zakażenie koronawirusem go nie ominęło i choć tuż przed świętami wielkanocnymi Krzysztof wrócił do domu to już5 kwietnia przed południem poczuł się znacznie gorzej. Zabrała go karetka. Pomimo ogromnych wysiłków lekarzy Krzysztof Krawczyk zmarł w szpitalu około 17:00.

To może Cię zainteresować:  Dantejskie sceny na basenie w Niemczech