Podczas szczepienia przeciwko COVID-19 w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie doszło do poważnej pomyłki. Pacjentka, która w kwietniu została zaszczepiona Pfizerem, otrzymała drugą dawkę firmy AstraZeneca.

Jak podaje “Gazeta Wyborcza”, pani Małgorzata otrzymała pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19 7 kwietnia w szpitalu im. Żeromskiego w Krakowie. Podano jej preparat firmy Pfizer, a termin drugiej dawki wyznaczono na 12 maja.

Kobieta zapytała w rejestracji, czy może zaszczepić się dzień wcześniej, czyli 11 maja. Nie było z tym żadnego problemu. Pacjentka twierdzi, że po rejestracji zgłosiła się do lekarki, która kwalifikuje na szczepienia. Pani doktor zbadała ją, jednak gdy pacjentka podała jej karteczkę, którą dostała po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki, nie była nią zainteresowana.

Dopiero w poczekalni, już po szczepieniu, w przypadkowej rozmowie okazało się, że zostałam zaszczepiona AstraZenecą, a nie jak za pierwszym razem Pfizerem! To niewyobrażalny błąd – powiedziała “Gazecie Wyborczej” oburzona pani Małgorzata.

Kobieta twierdzi, że na razie nic jej nie dolega. Obawia się jednak, że mieszanka różnych szczepionek może odbić się na jej zdrowiu.

To prawda, doszło do takiej pomyłki. Taka sytuacja nigdy nie powinna się zdarzyć – przyznaje w rozmowie z “Wyborczą” lek. Katarzyna Turek-Fornelska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu Specjalistycznym im. Żeromskiego w Krakowie.

Wicedyrektorka szpitala przedstawia inną wersję wydarzeń niż pacjentka. Twierdzi, że tego dnia w placówce odbywały się wyłącznie szczepienia nauczycieli drugą dawką firmy AstraZeneca. Pacjentka miała nie mieć przy sobie karteczki z datą szczepienia i rodzajem preparatu.

To może Cię zainteresować:  Lekarze ostrzegają: oto dlaczego pod żadnym pozorem nie powinieneś spać na prawym boku.

Pani powiedziała jednak, że jest nauczycielką, co niejako uwiarygodniło fakt, że powinna być dziś zaszczepiona. Dopiero w poczekalni, gdy w rozmowie okazało się, że otrzymała inną dawkę szczepionki niż powinna, przyznała się, że karteczkę ma – tłumaczy Katarzyna Turek-Fornelska.
To jedno wielkie kłamstwo. Mam 64 lata, jestem emerytką. W życiu nie byłam nauczycielką i nikomu takich bzdur nie przekazywałam – twierdzi pani Małgorzata.

Szpital zapewnia, że sprawa zostanie zgłoszona do Ministerstwa Zdrowia. Wicedyrektorka twierdzi, że podanie pacjentce dwóch różnych preparatów nie powinno źle wpłynąć na jej stan zdrowia. 1 czerwca pani Małgorzata ma mieć wykonane badania na przeciwciała.