Czasem jesteśmy źli, czasem się pokłócimy, czasem kogoś zwyzywamy…. czasem te wszystkie rzeczy stają się z błahych powodów. Ta historia sprawi, że zanim znów to zrobisz, dobrze się zastanowisz.

 Heather Duckworth to matka, która doświadczyła niebywałej tragedii. Od tamtej pory robi wszystko, aby dowiedziało się o niej, jak najwięcej ludzi. Chce, aby inni rodzice zrozumieli pewne kwestie.

Kobieta kilka lat temu straciła swoje ukochane dziecko. Teraz opowiada swoją historie innym. Chce, aby ludzie doceniali każdą chwilę, którą mogą spędzić z bliskimi, a nie przejmować się drobnostkami.

Ma w tym pomóc opowieść pt. „Niebieska plama”. Poruszyła ona już tysiące ludzi na całym świecie. Postanowiliśmy więc przedstawić ją również Wam.

Pewnego dnia córka Heather rozlała na dywanie sok. Dziewczynka starała się usunąć plamę, ale ostatecznie musiała zawołać mamę. Kobieta uklęknęła na dywanie, a łzy zaczęły płynąć po jej policzkach. Myślicie, że to przez uporczywą plamę? Otóż nie. Jak bumerang wróciła do niej sytuacja sprzed 14 lat.

Był wieczór i kobieta chciała wykąpać oraz ułożyć do snu swoich niesfornych i bardzo aktywnych synów: 2-letnich trojaczków i 4-letniego łobuza. Jak można się domyślić było to ciężkie zadanie. W tamtym okresie życie tej rodziny było istnym chaosem, a dom codziennie wieczorem wyglądał jakby przeszło tam tornado.

Matka starała się uspokoić dzieci, ale na próżno. Chłopcy szaleli i nie zamierzali przestać. 4-latek włączył muzykę i wszyscy razem skakali do rytmu. Było mnóstwo śmiechu i zabawy. Niestety, był to jeden z ostatnich tego typu wieczorów.

W końcu kobieta postanowiła po prostu poczekać, aż chłopcy stracą resztki energii. Nagle na dywanie zauważyła niebieską plamę. Zdenerwowała się. Ślad tuszu z długopisu ciągnął się do innego pokoju. Heather miała ochotę wszystkich rozstawić po kątach. Dopiero co wprowadzili się do tego domu i wszystko było nowe.

W końcu zdenerwowana matka znalazła odpowiedzialnego za ten bałagan syna – jednego z trojaczków, Jacoba. W ręce trzymał zepsute pióro. Cały był brudny. Nie trzeba chyba mówić, że cierpliwość kobiety była na wykończeniu…

„Bardzo się zdenerwowałam. Złapałam Jacoba i zabrałam go do łazienki, żeby jakimś sposobem go doczyścić. Mój mąż w tym czasie próbował wyprać jasnoniebieskie plamy na dywanie. Wtedy płakałam ze złości – byłam zmęczona i zdenerwowana. Naprawdę wkurzona. Naprawdę. Nie byłam tak zła na mojego syna, który był niebieski jak smerf, ale na siebie. Byłam wkurzona, że zostawiłam pióro tam, gdzie któryś z chłopaków mógł je dosięgnąć. Po godzinie Jacob był prawie czysty, a na dywanie pozostał niewielki ślad. Jeszcze w tym samym tygodniu wynajęliśmy profesjonalną firmę sprzątającą, ale nawet i ona nie dała rady.”

To może Cię zainteresować:  Pasażerowie w pociągu skarżyli się na dziwnego mężczyznę. Gdy poznali prawdę, nie mogli w to uwierzyć.

Ślad pozostał na dywanie i za każdym razem, gdy Heather na niego patrzyła, działał jej na nerwy.

„Wprawiało mnie to w złość. Zawsze pilnowałam się, żeby zostawiać takie rzeczy poza zasięgiem chłopaków, ale nie tym razem. Niemiłosiernie mnie to wkurzało.”

Pewnego dnia jednak życie rodziny całkowicie się zmieniło. Dwa miesiące po tych wydarzeniach okazało się, że Jacob ma raka. Zmarł dwa lata później.

„Ta niebieska plama wciąż była trochę widoczna. Po tym wszystkim stała się przypomnieniem mojej złości i frustracji z powodu czegoś tak banalnego i tak nieistotnego w całym schemacie życia…”

Teraz Heather chce żeby wszystkie mamy były świadome tego, że ich dzieci zawsze będą bałaganić, że wychowanie bywa frustrujące, a razem z wiekiem dochodzą kolejne problemy i wyzwania, ale większość z nich to zwykłe drobnostki…

Niebieska plama to dla kobiety przypomnienie tego, że życie z małymi dziećmi pełne jest bałaganu, chaosu i nieporządku. Mimo to warto przeżyć je na 100% korzystając z każdej wspólnej chwili. Jest to również przypomnienie, że nie powinno robić się problemu z rzeczy nieistotnych i takich, które tak naprawdę nie wpływają na nasze życie. Liczą się nie rzeczy, a ludzie i wszyscy powinniśmy o tym pamiętać.

Heather nazywa ten niebieski ślad „błogosławieństwem w przebraniu”. Przyznaje, że teraz mogłaby żyć z milionami takich plam, gdyby dzięki temu miała szansę spędzić z ukochanym synkiem chociaż jeden dzień więcej. Wciąż sprząta po swoich maluchach, ale teraz robi to z całkowicie innym nastawieniem.

To smutne, że dopiero ciężkie doświadczenia przypominają nam o tym, że powinniśmy wykorzystywać każdy moment, bo kiedyś może być za późno…