Kuba jest studentem medycyny. Nigdy nie pracował i nigdy nie musiał martwić się o pieniądze, których mu nie brakowało.
Pewnego dnia poznał kobietę swoich marzeń.To była sielanka dopóki Kuba nie dowiedział się, że Monika pracuje w osiedlowym sklepiku. To zmieniło wszystko.
Kuba opowiedział nam swoją historię:

„Nigdy nie chciałem się jakoś szybko zakochiwać, ponieważ uważam, że student medycyny najpierw powinien skupić się na nauce, a dopiero później zainwestować w jakąkolwiek relację, jeśli znajdzie na nią w ogóle czas. Pierwszy, drugi, trzeci i czwarty rok studiów mijały na nauce i beztroskim melanżowaniu w weekendy. Coś Jednak zmieniło się momentalnie, gdy pojechałem w odwiedziny do mojej cioci do Krakowa
 To właśnie tam na jednej z dyskotek poznałem Monikę. Bawiliśmy się całą noc, a na koniec wymieniliśmy numerami telefonówJuż następnego dnia zaprosiłem ją na randkę i spacer po rynku, aby móc ją lepiej poznać, ponieważ czułem, że z tego może być coś więcej. Od 14 do 22 spędziliśmy ze sobą godziny na rozmowie. Nie mogłem aż uwierzyć, że coś takiego mogło mnie spotkać. Wydawało mi się, że takie historie zdarzają się tylko w filmach, a i tak są one mocno podkoloryzowane. Gdy przyszedł czas, w którym zapytałem, co robi, usłyszałem, że pracuje w sklepie.

No i tutaj pojawia się pewien problem. Nie ukrywam, że zostałem wychowany w zamożnej rodzinie i nigdy nie miałem problemów z pieniędzmi. Nie musiałem także pracować, a wszystko, czego pragnąłem, miałem podane na tacy. I może to dziwnie zabrzmi, ale nigdy nie obracałem się wśród ludzi, którzy byli mniej zamożni ode mnie lub musieli pracować aby opłacić swoje studia. Dlatego też, gdy Monika powiedziała, że pracuje w sklepie, byłem pewien, że prowadzi jakąś własną działalność lub w gorszym wypadku jest kierownikiem w jakimś ekskluzywnym butiku

Spytałem, w której galerii pracuje, na co ona odpowiedziała: „Ale ja pracuję w osiedlowym sklepiku spożywczym. Przechodziliśmy zresztą obok”No nie ukrywam, że trochę zamarłem. I wiecie co pomyślałem sobie? Dobrze, że to nie jest w mojej rodzinnej Łodzi, bo gdybym pokazał się z kimś, kto pracuje w spożywczaku, zostałbym wyśmiany. Wiem, że to brzmi bardzo okrutnie, ale tak w tamtej chwili sobie pomyślałem. Pewnie zaraz wyleje się na mnie wiadro negatywnych komentarzy, ale z drugiej strony zastanówcie się sami. Jestem już na etapie, gdy nie szukam laski na weekend, ale na stałe. Jak miałbym przedstawić ją rodzicom? Co o niej powiedzieć? Kobieta, która w przyszłości zostanie moją żoną, powinna odpowiadać mi poziomem, a Monika mogłaby go jedynie zaniżyć…
Jest tyle podobnych prac, które mogłaby wykonywać – niekoniecznie pójść do pracy tam. Mogłaby na przykład postarać się zdobyć pracę w recepcji jakiegoś salonu kosmetycznego, w hotelu albo pójść do biura i zostać sekretarką. Wydaje mi się, że to droga trochę na skróty, ale z drugiej strony mogę niewiele o tym wiedzieć, ponieważ nigdy nie pracowałem.

To może Cię zainteresować:  Pokojówka sprzątała w pokoju hotelowym - to, co znalazła pod kocem, doprowadziło ją do łez

I mimo że to bardzo inteligentna kobieta, która rozbawia mnie do łez i bardzo dobrze mi się z nią spędza czas, to wydaje mi się, że nic z naszej znajomości i tak by nie było. Dzieli nas za duża przepaść, a ja nie chciałbym być czyimś sponsorem i fundować jej wszystkie wyjścia. Nie chcę partnerki, która będzie oglądała złotówkę z dwóch stron tylko takiej, która będzie na podobnym poziomie co ja.
Czy to jest coś złego? Jestem sobie w stanie opłacić zagraniczne weekendowe wycieczki, ale wątpię czy Monikę byłoby na to stać. Nie chcę takiego związku, w którym jedna osoba wykorzystuje drugą finansowo, bo tak bym się czuł. Dlatego też, mimo że Monika bardzo mi się podoba i wydaje mi się wartościową osobą, to wiem że pochodzimy z dwóch różnych światów i nigdy nasza relacja nie miałaby racji bytu.”

Czy Kuba przesadza? A może faktycznie jego oczekiwanie nie są takie złe?