Książka pt. “Ginekolodzy. Tajemnice gabinetów” napisana przez Izę Komendołowicz jest warta przeczytania. Mówi o tym, jak na wizytę przychodzi facet z żoną, a już drugiego dnia z kochanką.

Z pani książki dowiedziałam się, że ginekolog na ulicy nie ukłoni się pierwszy pacjentce, jeśli ta idzie z partnerem. O co chodzi?

Iza Komendołowicz: To anegdota, którą usłyszałam od prof. Longina Marianowskiego, legendarnego ginekologa. Dziś profesor Marianowski ma ponad 80 lat i jest prawdziwym dżentelmenem, z niesamowitą atencją wobec kobiet. Cytował swojego mentora, profesora Czyżewicza, a samo powiedzenie odnosi się do dawnych czasów, kiedy wizyty u ginekologa były tabu i nie mówiło się o nich głośno. Niezręcznością był fakt, że kobieta rozbiera się przed obcym mężczyzną, mimo że był lekarzem. A wielu mężów, partnerów kobiet, było z tego powodu zwyczajnie zazdrosnych. Minęło kilkadziesiąt lat i, co zdumiewające, ten wstyd nadal jest w niektórych kobietach. Do gabinetów trafiają panie, które na ostatniej wizycie i badaniu ginekologicznym były kilka, kilkanaście, a nawet 50 lat temu. Ale dotyczy to także młodych kobiet, które pojawiają się u lekarza dopiero, kiedy mają bardzo poważne kłopoty ze zdrowiem. Czasem na pomoc bywa za późno. Słyszałam historię o młodej dziewczynie, która przyszła do specjalisty z tak wielkim guzem, że traciła równowagę. Zaskoczeni lekarze zapytali ją, jak długo ma tę narośl. Wówczas jej mąż, który był obecny w trakcie konsultacji, powiedział: “To ja państwu pokażę, jak on rósł”. Okazało się, że ten pan regularnie, co kilka dni, fotografował zmianę, dokumentując jej wzrost. To był nowotwór złośliwy, w bardzo zaawansowanym stadium. Pacjentki nie udało się uratować, wkrótce zmarła.

To może Cię zainteresować:  Na zewnątrz 30 stopni, do autobusu wsiada matka z wózkiem. Kierowca: albo pani wysiada, albo nie jadę dalej

Brzmi jak historia ze średniowiecza.

– Bardzo często słuchając opowieści lekarzy miałam wrażenie, że mówili o dawnych czasach, że nie, to nie mogło wydarzyć się teraz. Ludzie zachowują się w kompletnie irracjonalny sposób, ignorują ewidentne sygnały, które świadczą o poważnej chorobie, nie badają się, albo nawet badają, ale nie przyjmują do wiadomości diagnozy, szukają pomocy u różnych znachorów. I dotyczy to również wykształconych kobiet z dużych miast. Więcej – dotyczy nawet samych lekarzy. Znam lekarkę, która w ciąży nie zrobiła badań prenatalnych, chociaż w jej rodzinie od kilku pokoleń zdarzały się przypadki urodzeń dzieci bardzo upośledzonych. I tak też stało się w jej przypadku. Urodziła ciężko chore dziecko. Poza tym, wystarczy wyjechać za rogatki dużego miasta, żeby przenieść się w inny świat. Zdarza się, że powiatowe szpitale są nieremontowane od 20, 30, a czasem i 40 lat. Trafiają do nich pacjentki w ciąży, które w trakcie jej trwania, nie badały się, piły, brały narkotyki. W takich szpitalach częściej zostawia się niemowlęta. Chociaż dzieje się to zdecydowanie rzadziej niż kiedyś.