Osiem dni Ukraina broni się przed rosyjską inwazją. Zasilana dostawami sprzętu wojskowego z Europy i świata, ukraińska armia zadaje Rosjanom silne straty. W świat idą zdjęcia i nagrania kolejnych rozbitych kolumn pancernych, a rosyjskie pojazdy przegrywają starcia z ukraińskim błotem. Armia, która była postrachem Europy, okazuje się być zaskoczonym przez Ukraińców kolosem ze spuszczonymi spodniami.

Obrazek z czwartku obiegł światowe media społecznościowe. Przy wojskowym pojeździe stoi uśmiechnięty mężczyzna z karabinem. Ma broń, ale jest w cywilnych ubraniach. Cieszy się. Ukraińcy dopadli nie byle co: to samobieżny zestaw przeciwlotniczy Pancyr-S1. Duma rosyjskiej armii. Zakopany w błocie, porzucony przez załogę. Zdobyty. Ukraińskim samolotom już nie zagrozi.

Powód? Prozaiczny. Najnowsze rosyjskie wozy obrony przeciwlotniczej jeżdżą na… chińskich oponach, nieodpowiednich dla tak ciężkich wozów. Do tego dochodzi brak dbałości o ciśnienie powietrza w kole – a wiele wojskowych pojazdów kołowych ma centralny system pompowania kół, którym z kabiny reguluje się ciśnienie w oponach – i trudne warunki drogowe. To, co sprawdzało się na płaskich, piaszczystych terenach Syrii, niekoniecznie sprawdzi się w trudnym, podmokłym i rozjeżdżonym terenie Ukrainy.

W tym przypadku rozwiązanie może być prostsze: wojskowe pojazdy mają dodatkowe płyty na podwoziu, mające chronić przed wybuchami min i IED (improwizowanych ładunków wybuchowych). Przy wjechaniu w głębokie błoto, przy niskich umiejętnościach kierowcy, maszyna mogła się – w uproszczeniu – „przyssać” do podłoża.

Obrazek numer dwa: nagranie udostępnione przez ukraińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Ukraińscy żołnierze pokazują zdobyte na Rosjanach racje żywnościowe. Ale Ukraińcy nie przekażą ich swoim obrońcom. Nie nadają się, są przeterminowane. Termin przydatności do spożycia minął siedem lat temu. Rosyjscy wojskowi muszą to jeść.

Obrazek numer trzy. Ukraińcy biorą jeńców. Traktują ich zgodnie z konwencją genewską przyzwoicie. Robią jednak coś jeszcze. Jeńcy to często młodzi ludzie. W niewoli pękają. A Ukraińcy pozwalają im dzwonić do domów. Do żon, dzieci, matek. Nagrywają te rozmowy i wypuszczają w świat. Płaczący żołnierz rozmawia z bliską osobą, najprawdopodobniej swoją matką. Zakuty w kajdanki płacze i zakrywa twarz dłonią.

Wnioski jawią się jako oczywiste: rosyjska armia, przed którą drżał świat, to armia przegrywająca. Zwyciężana przez błoto, jedząca stare racje żywnościowe. Armia rzucająca na bój dzieci. Być może dobra do walki z syryjskimi i afgańskimi cywilami, ale w starciu z zaopatrywanym przez Europę wojskiem ukraińskim – przegrywająca.

To oczywiście obraz niepełny. Mamy do czynienia z tzw. PsyOps: psychologicznymi operacjami specjalnymi. Ukraińcy realizują te działania bardzo sprawnie. Pokazują to, co pokazać chcą, oddziałują na wrogów i ich rodziny. Na morale. Jednak PsyOps to jedno, a niedostatki i niedobory rosyjskich wojsk – drugie. I są bardzo realne.

Grzech pierwszy: korupcja

To, że rosyjska armia ma problemy od lat dobrze wiedzieli analitycy, zajmujący się wojskowością. Ani nie była tak silna, jak pokazywali ją z dumą (fałszywą?) Rosjanie, ani nie jest tak słaba, jak ukazują to w ostatnich dniach Ukraińcy. Jednym z problemów, z jakimi zmaga się od dawna, jest rak korupcji.

Widać wyraźnie, że rosyjska armia ma problemy z zaopatrzeniem, dostawami paliwa, są porzucane na trasie sprzęty. Żołnierze rosyjscy pokazują, że mają żywność z magazynów z 2015 r. Ale to nie jest priorytet władz rosyjskich, mają iść naprzód, za wszelką cenę. Korupcja w rosyjskiej armii była zawsze, a na wojnie można się wzbogacić – mówi o2.pl analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Agnieszka Legucka.

Dodaje, że w Rosji notuje się tyle samo spraw sądowych za korupcję ile przypadków korupcji. System sądowy jest kontrolowany, wszystko zależy od tego, czy akurat ma się lepsze układy. Władze urządzają pokazowe sprawy sądowe, aby uspokoić społeczeństwo, że coś robią, a jednocześnie, aby wyeliminować konkurencje do „zamówień publicznych”.

Ale ryba psuje się przecież od głowy. Korupcja i złodziejstwo nie oszczędza najwyższych szczebli rosyjskiego aparatu wojennego. W otoczce korupcyjnego skandalu rozstawał się ze stanowiskiem ministra obrony poprzednik Siergieja Szojgu – Anatolij Sierdiukow. Za to samo odszedł z armii poprzednik obecnego dowódcy wojsk lądowych, Olega Saliukowa.

To może Cię zainteresować:  Rosjanie o gwałcie na 8-latce. Nagrano skandaliczną dyskusję

Nawet szef rosyjskiej gwardii narodowej, wszechmocny Wiktor Zołotow, oskarżany był o kradzież publicznych pieniędzy. Oskarżenie wysunął Aleksiej Nawalny – opozycjonista, którego kilka lat później putinowski reżim próbował truć gazem bojowym nowiczok. Zołotow wyzwał nawet Nawalnego na pojedynek. Nie doszło do niego – Nawalny siedział wtedy w areszcie. O ironio – Zołotow oskarżany był o nadużycia przy zamówieniach spożywczych dla wojska…

Grzech drugi: fasadowość

Kolejny problem w pewnym stopniu wynika z pierwszego. Armia, choć na papierze potężna, okazuje się mieć miękkie podbrzusze. Wynika to, jak mówi dr Michał Piekarski z Instytutu Spraw Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, z powielania wzorców, obecnych w Rosji od czasów ZSRR. Od upadku Związku Sowieckiego minęło 30 lat, ale zmieniło się w zasadzie niewiele.

To Rosja. Państwo niedemokratyczne, a więc ze znikomą kontrolą nad tym co robią władze. Tam nie ma parlamentarzystów zadających kłopotliwe dla rządzących pytania na komisji obrony. Nie ma opiniotwórczych mediów, a tym jeszcze istniejącym zakłada się kaganiec. A w armii liczy się wykonanie planu, nawet jeśli byłby tylko na papierze – opowiada Michał Piekarski.

I płynnie przechodzi do trzeciego z grzechów armii, być może najważniejszego w obliczu wojny.

Grzech trzeci: szkolenie

Widać, że Rosjanie mocno nie docenili Ukraińców. Ich zajadłości w obronie. Oraz tego, że przez osiem lat konfliktu w Donbasie Ukraińcu nauczyli się wyciągać wnioski i adaptować do rosyjskiej taktyki.

Nie wiemy jaka była jakość szkolenia. Szkolenie powinno uczyć także poprzez błędy – a błędy to nie powód by karać, ale aby je wychwycić i poprawić. Z jednym zastrzeżeniem: jeśli szkolenie ma sprawić tylko żeby wynik był pozytywny, to dzieje się kosztem realizmu – kontynuuje dr Piekarski.

Dodaje, że im ćwiczenie jest trudniejsze i realistyczne, tym bardziej problematyczne staje się dla armii. Prościej, jak mówi, jest zrobić jak najłatwiejsze albo odstawić sztukę, pokazać, że wszystko się udało i udać się po awanse i nagrody. To samo dotyczy nie tylko żołnierzy, ale i sprzętu. Rosyjskim agresorom nie udało się np. zneutralizować ukraińskich dronów, które atakują kolumny pancerne i systemy przeciwlotnicze. Co z kolei przekłada się na czwartą bolączkę.

Grzech czwarty: dowodzenie

Rosyjscy dowódcy na wszystkich szczeblach popełnili błędy. Kosztowne, prowadzące do tego, że gromadzona od miesięcy armia, choć odnosi sukcesy np. na południu Ukrainy, nie jest w stanie zalać kraju, zająć go i przejść do fazy okupacji.

Po pierwsze: planiści i stratedzy rosyjscy nie wzięli pod uwagę jakie jest nastawienie społeczeństwa ukraińskiego do inwazji. Przyjmując, że operacja opierała się na narracji Putina o „wyzwalaniu Ukrainy od faszystów”, to była to narracja całkowicie błędna. Po drugie: ważne jest, by niekwestionowane było przeświadczenie walczącego żołnierza o celu wypełnianej przez niego misji. Jeśli rosyjscy żołnierze uważali, że są na ćwiczeniach, że są wyzwolicielami od faszyzmu, to wychodzi na to, że cele i założenia operacji zostały nieuświadomione wykonującym ją siłom zbrojnym – mówi o2.pl były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. Mirosław Różański.

Przypomina, że rosyjscy żołnierze, często kontraktowi, nie tylko zawodowi, spędzili kilka-kilkanaście tygodni na poligonie. Na własnym doświadczeniu dowódczym opiera wniosek, że jeśli żołnierz czeka bez świadomości co się wydarzy, to jego morale jest odwrotnie proporcjonalne do czasu spędzonego na poligonie. W tym też upatruje jednej z przyczyn słabości rosyjskiej armii.

Czynnik ludzki jest piętą Achillesa armii rosyjskiej. Pierwsze 24 godziny operacji pokazały, że plan legł w gruzach. Widać to było np. po tym, że nie udało się zająć lotniska Hostomel. Desant aeromobilny nie powiódł się, nie udało się zainstalować błyskawicznie nowego, marionetkowego rządu na Ukrainie. Nie udało się strategicznie zaskoczyć przeciwnika, przez co mamy, co mamy – krwawą, brudną wojnę z ostrzeliwaniem miast i ludności – mówi gen. Różański.

Wtóruje mu w tym były dowódca Wojsk Lądowych, gen. Waldemar Skrzypczak. Również Skrzypczak podkreśla, że Rosjanie nie doszacowali sprawności obrony ukraińskiej, a przeszacowali swoje możliwości. Innymi słowy, zawiodło rozpoznanie: taktyczne i operacyjne. Wskazuje też inne błędy, popełnione przez dowódców rosyjskich.

Rosjanie zaczęli operację lądową w zasadzie w czasie trwania operacji lotniczej. Nie obezwładnili obrony przeciwlotniczej Ukrainy, a ta przetrwała. Nie docenili zdolności obronnych gwardii narodowej Ukrainy, która doskonale broni się w miastach. Kuleje współdziałanie i koordynacja rodzajów wojsk. Do tego dochodzi niedostateczne wsparcie logistyczne. Wreszcie, niektórzy dowódcy rosyjscy łamią prawo wojenne: strzelają do cywili i popełniają ludobójstwo. To świadczy o ich kondycji psychicznej; nie potrafią użyć w warunkach bojowych sił i środków, którymi dysponują – uzupełnia Skrzypczak.