Ekspansja wojskowa Chińskiej Republiki Ludowej budzi coraz większy niepokój. Według dziennika „Washington Post”, chińska marynarka wojenna rozpoczęła potajemnie budowę kolejnej bazy poza granicami kraju. W ciszy ruszyło przygotowywanie bazy w Kambodży, pomimo zakazu stacjonowania obcych wojsk na terenie tego azjatyckiego państwa.

Baza w Kambodży, powstająca po utworzeniu podobnej w Dżibuti, będzie pierwszą taką chińską bazą w rejonie Indo-Pacyfiku. Ma ona zostać przeznaczona do wyłącznego użytku Chińczyków. Władze poszerzającego ekspansję państwa oraz Kambodży próbowały utrzymać to w tajemnicy. Chińska infrastruktura ma powstać w już istniejącej bazie Ream.



Ream to miejsce corocznych wspólnych szkoleń marynarek Kambodży i USA. Co innego jednak szkolenia, a co innego stała obecność obcych wojsk. Ta jest zabroniona przez obowiązującą w Kambodży konstytucję, dlatego władze próbowały utajnić planowane wejście Chińczyków.

To oznacza, że mamy kolejny punkt bazowania chińskiej floty, a więc może ona dłużej przebywać w obszarze strategicznie ważnym dla świata. Niedaleko jest Morze Południowochińskie i tamtejsze spory terytorialne. W pobliżu jest też cieśnina Malakka, więc obserwujemy stabilny rozwój zdolności morskich Chin – tłumaczy w rozmowie z o2.pl dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ekspert dodaje, że jest to krok, którym należy się martwić. Im silniejsze są Chiny, tym bardziej mogą oddziaływać na innych – w tym na odległą Europę. Co więcej, groźba kryzysu na Pacyfiku oznacza, że w przyszłości USA znów skierują tam swoją uwagę i zasoby. A to zła wiadomość dla Europy, nad którą wisi obecnie zagrożenie ze strony Rosji.

Dr Michał Piekarski zauważa, że USA już reformują swój Korpus Piechoty Morskiej, który w coraz większym stopniu zmienia się w Korpus Piechoty Pacyficznej. Wynika to ze słów dowódcy marines gen. Davida Bergera. Zapowiadał on, że żołnierze dostarczani na miejsce i walczący przede wszystkim na lądzie będą musieli bardziej intensywnie szkolić się do walk morskich.

Komandor Wisław Goździewicz, ekspert w zakresie prawnych aspektów operacji NATO na szczeblu operacyjnym i strategicznym, przekonuje natomiast, że mocarstwowe ambicje Chin, zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację na Morzu Południowochińskim, nie są żadną tajemnicą. W rozmowie z o2.pl przypomina, iż Chiny forsują koncepcję „linii dziewięciu kresek” (Nine-Dash-Line), która miałaby wyznaczać obszar Morza Południowochińskiego stanowiący wody terytorialne Chin, a obejmujący również sporne archipelagi Wysp Paracelskich i Wysp Spratly. Stało się to przedmiotem rozstrzygnięcia Stałego Trybunału Arbitrażowego w Hadze z 2016 r. w sprawie wniesionej przeciw Chinom przez Filipiny. Rozstrzygnięcie trybunału nie powstrzymało chińskich ambicji.

Chiny rozwijają swą – i tak całkiem pokaźną – marynarkę wojenną (496 okrętów wg stanu na koniec 2019 r.), a zwłaszcza jej zdolności do projekcji siły. Jak mówi kmdr Goździewicz, do dwóch lotniskowców w czynnej służbie (wg radzieckiego proj. 1143,5) „Liaoning” i „Shandong” w przyszłym roku dołączyć ma trzeci, a w planach jest również budowa kolejnego.

Potajemnie budowane instalacje w północnej części kambodżańskiej bazy morskiej Ream mają, wedle doniesień, być niejako „eksterytorialne” i służyć do wyłącznego użytku Marynarki Wojennej Ludowo-Wyzwoleńczej Armii Chin. Lokalizacja ta nie jest przypadkowa. Ream – położona w Zatoce Tajlandzkiej – umożliwi chińskim okrętom operowanie dalej na zachód i zwiększenie obecności na wodach okalających Półwysep Indochiński. W razie przebazowania tam jednego z lotniskowców, istotnie zwiększy się promień działania lotnictwa pokładowego, umożliwiając np. monitorowanie kluczowej Cieśniny Malakka – tłumaczy kmdr Goździewicz.

W ocenie marynarza niektórzy analitycy prognozują, że to drugi, ale wcale nie ostatni krok Chińczyków na drodze do globalnej obecności wojskowej.

Niejako oczywistej dla państwa z ambicjami stania się kluczowym graczem w globalnej architekturze bezpieczeństwa i stabilizacji, choć niektórzy z przekąsem mówią raczej o architekturze niebezpieczeństwa i destabilizacji, a także uznanego za strategicznego konkurenta zarówno przez USA, jak i NATO – podsumowuje komandor.

Phnom Penh mydli oczy w sprawie Chin

„Washington Post” dodaje, że trzy lata temu zostało podpisane tajne porozumienie między Pekinem a Phnom Penh. Dotyczyć ma ono współpracy wojskowej. Było to ówcześnie dementowane przez przedstawicieli zarówno Kambodży, jak i Chin. Teraz jednak sprawa jest poważniejsza. Powstanie „chińskiej części” bazy w Ream potwierdzone zostało przez stronę chińską. Zdementowana została za to informacja, jakoby miała być ona dostępna wyłącznie dla personelu chińskiego. Mają toczyć się w niej także prace naukowe i szkoleniowe.

To może Cię zainteresować:  Owsiak bezlitosny dla Kaczyńskiego. "Namawia pan do łamania prawa"

Szczególnie niepokoi Amerykanów umieszczenie w tej bazie systemu nawigacji satelitarnej BeiDou. To chiński odpowiedni systemu GPS, skierowany szczególnie na obszar Indo-Pacyfiku. Ma on być umiejscowiony właśnie w chińskiej części bazy. Ma zastosowanie także do naprowadzania pocisków.

Uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod rozbudowę ma odbyć się już w czwartek. Wezmą w niej udział zarówno urzędnicy chińscy, jak i ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Kambodży. Rodzi to obawy o dalsze uzależnienie Kambodży od Chin.

Ambasada Kambodży, cytowana przez „Washington Post”, dementowała doniesienia gazety, przekonując jednocześnie, że baza będzie dostępna tylko dla marynarki i żołnierzy kambodżańskich. Amerykanie twierdzą jednak, iż to nieprawda. Próbowano mydlić im oczy, zabraniając wstępu do niektórych części bazy, a po terenie poruszali się żołnierze chińscy w mundurach upodobnionych do mundurów armii Kambodży.

Rosnący apetyt chińskiego smoka

Chiny nie koncentrują się zresztą tylko na obszarze Pacyfiku. Kraj ten ma bazę morską w Dżibuti, w Afryce Wschodniej. To miejsce strategicznie ważne. Zamknięcie dostępu do Morza Czerwonego może równać się zamknięciu drogi do Kanału Sueskiego. A to jeden z najważniejszych szlaków handlowych współczesnego świata.

Chińczycy coraz śmielej poczynają sobie w rozwoju morskich zdolności handlowych. Od wielu lat firmy chińskie agresywnie starają się pozyskać dostęp do portów zagranicznych. Jest to element strategii ChRL, realizowanej w ramach strategicznego projektu Belt and Road Initiative (BRI). W przypadku portów, chińskie siły zbrojne, a szczególnie marynarka wojenna, wobec braku sieci baz zamorskich, opierają swoje operacje na współpracy z chińskimi przedsiębiorstwami państwowymi oraz komercyjnymi podmiotami z Chin.

Chińczycy mają w swoich rękach port w izraelskiej Hajfie i greckim Pireusie. Duże aktywa zgromadzili również w Genui, Dunkierce, Hawrze czy Marsylii. Próbowali zaangażować się w porcie w Gdyni, intensywnie starając się zostać operatorem Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego. To jednak spełzło na niczym, ponieważ ostatecznie złożyli ofertę w kluczowym przetargu tuż po czasie.